fbpx

Dlaczego nie możesz ufać swojemu mózgowi

Tekst jest kolejnym odcinkiem serii inspirowanej kursem „Science of well-being”, który w sposób naukowy podchodzi do tematu work-life balance. Pozostałe: 1 i 2

Zakładam, że pasujesz do jednego z dwóch scenariuszy: jesteś aktualnie bez pracy lub w pracy, której nie lubisz i wiesz, że czeka Cię rychły koniec albo masz pracę, ale coraz częściej zastanawiasz się nad tym co dalej, jak możesz wpłynąć na swoją drogę i przyszłość. Hej – świetnie, nie trafiają tu raczej inne osoby, no może oprócz moich znajomych i rodziny, którzy twardo wspierają moje pisarskie zapędy 💛

W pierwszej grupie czytasz i czytasz ogłoszenia, frustrujesz się, poświęcasz na to mnóstwo czasu, zaczynasz myśleć o tym, że nie masz szans, że wszyscy są od Ciebie lepsi, że te zadania nie są dla Ciebie… (Brzmi znajomo? Może szkolenie ze skutecznego czytania ogłoszeń?). W drugiej odczuwasz zagubienie, nie wiesz za bardzo czym się zająć i w którą stronę iść. Czy w ogóle? Dlaczego się tak dzieje?

Pamiętacie jak pisałam o tym, że pieniądze i dobra materialne szczęścia nie dają? Na koniec obiecałam, że kurs Science of Well-being odpowie nam na pytanie dlaczego myślimy, że dają. I dlaczego czujemy się tak słabo w potrzasku szukania pracy i zmian w przyszłości. To taki spoiler alert, jak nasz umysł płata nam figle. Co udowodnili w tym temacie naukowcy – czytaj dalej by się dowiedzieć!

science of well bieng myślenie działanie mózgu natalia florek personal branding dynia notes babeczki
Przyjemny obrazek o przerażająco prawdziwym przesłaniu. Fot. Gemma

Równaj w górę

Jednym z ustaleń, jest to, że umysł człowieka nie działa na absolutach i zawsze szuka jakiś punktów zaczepienia i porównania się. I oczywiście, nie mogło być inaczej, że wybiera sobie te punkty w najlepszym przypadku losowo, a zazwyczaj w sposób niekorzystny dla porównującego. Moje ulubione doświadczenie, które idealnie to obrazuje, polegało na pokazywaniu zdjęć pewnych osób grupie badawczej, która określała poziom zadowolenia portretowanych jedynie na podstawie ich min. Osobami na zdjęciach byli medaliści olimpijscy, a wynik wyraźnie wskazał na to, że srebrni medaliści są zazwyczaj na lekkim fochu, natomiast brązowi są prawie tak samo zadowoleni jak ci ze złotem. Cooo? Wychodzi na to, że dla większości srebrnych medalistów punktem odniesienia jest niezdobyte złoto (nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała tu o serii memów „McKayla is not impressed”), a dla brązowych prawie niezdobyte podium. Hej, mogłoby ich tu nie być, a są i cieszą się bardziej niż ci, którzy ich pokonali!

Czasem sobie myślę, że ja nigdy nie będę olimpijką. Nawet nie zacznę z argumentami, ale tak na szybko przychodzi mi do głowy jakieś 20. Trochę przykro. Wiecie co to znaczy? Że mój umysł właśnie wybrał sobie jakiś absurdalny punkt odniesienia. I wiecie co jeszcze? Ciągle to robi! Non stop porównuje się do innych, chłonie bodźce z zewnątrz i próbuje mnie (nas) wbić w pogoń za czymś, zupełnie nie zważając na to, co to jest. Udowodniono, że jeżeli oglądasz dużo telewizji, to będziesz zakładać, że inni ludzie są od Ciebie bogatsi, że Ty masz mniej niż faktycznie masz (chociaż, wiecie, liczby mówią wprost coś innego) i będziesz mniej zadowolona/y z życia. Im więcej social mediów, tym gorsza samoocena, ale jeżeli będziesz oglądać tylko smutne lub nieatrakcyjne rzeczy, ta samoocena wcale się nie poprawi, tak jakby mózg specjalnie Cię dołował 🤯! Dużo lepiej będzie się mieć bezrobotny człowiek, mieszkający w niebezpiecznej dzielnicy z dużym ogólnym bezrobociem, niż jedyny bezrobotny wśród pracujących znajomych w obiektywnie lepszej części miasta. „Dostałam jedynkę, ale wszyscy dostali” to nie tylko fraza ze szkolnych realiów każdego z nas, ale naukowy fakt, że dobrze nam, kiedy inni nie mają od nas lepiej, nawet jeżeli sami mamy słabo.

science of well bieng myślenie działanie mózgu natalia florek personal branding neon
A może lepiej nie? Mózg płata nam wiele figli.

Kwestia przyzwyczajenia

No dobrze, porównujemy się zawsze w górę, więc wydajemy się sobie gorsi od innych potencjalnych kandydatów na miejsce pracy oraz mniej zamożni (a wręcz nigdy niewystarczająco zamożni). Teraz trochę więcej mind-f*cks, które generuje nam nasz mózg w kontekście przyzwyczajeń. Gdybym miała w jednym zdaniu odpowiedzieć dlaczego pieniądze szczęścia nie dają, odpowiedź brzmiałaby: bo się przyzwyczajasz. Dlatego też ciągle coś mieszamy, nawet gdy jest dobrze. Przykład w tematyce tego bloga: przypomnijcie sobie moment, w którym dowiedzieliście się, że dostaliście pracę, na której bardzo Wam zależało. Super euforia, plany na przyszłość, dzwonienie po znajomych. Teraz fast forward parę miesięcy/lat i czy czujesz to samo? Dzwonisz rano do znajomych i mówisz: rany, ale super, że pracuję w XYZ! 😛 Inny życiowy przykład: czy każde wypowiedziane „mamo” lub „tato” z ust Twojego dziecka, cieszy tak samo jak za pierwszym razem? (tak, wiem, poniżej pasa :P). Żeby było bardziej naukowo: zmierzono poziom zadowolenia wśród osób, które wygrały w totka po roku od wygranej. Wynosił 4 na 6. W grupie kontrolnej wynosił 3,8.

Do wszystkiego można się przyzwyczaić. Na pocieszenie działa to również w drugą stronę – myślimy, że będziemy rozpaczać po rozstaniu lub stracie pracy, a tak naprawdę całkiem szybko mózg decyduje, że nie będzie się tym już zajmował. Szkoda, że nie możemy nad tym panować, ani że nie zdajemy sobie zazwyczaj sprawy z tych mechanizmów.

Mózg to leniwy gnojek 😉 . Jak może, to chwyci się czegokolwiek, pomyśli na skróty, bylebyśmy się od niego odczepili. Podpowiada coś, co uważa za najlepszą opcję, tak jak automatyczna odpowiedź na dziecięcą zagadkę, „co pije krowa? Mleko.” Przez to wkładamy czas i energię w niezbyt dobre ocenianie samych siebie, w dążenie do nieprzemyślanych zmian. Jak nad tym zapanować? Szczęśliwie, panujemy jednak nad 40% tego, co się dzieje (reszta w 50% przypada predyspozycjom pesymistycznym bądź optymistycznym, a tylko 10% wydarzeniom losowym).

Co robić i do czego dążyć w kolejnych odcinkach tej naukowej przygody!

„Wszystkie” miejsca do szukania pracy

Ostatnio było bardzo „miękko” – dużo o kompetencjach przyszłości, dywagacji na temat tego, jak będzie wyglądał rynek pracy za kilkanaście lat… To ważne i (dla mnie mega) ciekawe, ale dziś czas na post z kategorii „twardych”, a więc podających bardzo konkretne informacje, ułatwiające szukanie pracy. Będzie o miejscach, w której tej pracy szukać.

Zanim przejdziemy do meritum, chciałabym zastosować techniki autopromocji i zaproponować Wam inne teksty z serii tych praktycznych: o rasowaniu profilu na LinkedIn, o trikach na skuteczne CV, o networkingu, o powodach dla których może być odrzucane CV, o tym, dlaczego personal branding jest ważne, o tym co pisać w CV po przerwie (np. macierzyńskiej), o zdjęciu profilowym na LinkedIn, o pięciu rzeczach, które powinno zawierać idealne CV i , uf, jeden z moich pierwszych wpisów o rekrutacji przez media społecznościowe. Każdy znajdzie coś dla siebie 😉

Wielka Trójka

Słowo „wszystkie” w tytule jest w cudzysłowie, bo nie ma takiej możliwości, żebym faktycznie podała Wam WSZYSTKIE opcje. Myślę, że zrozumiecie i nie oczekujecie aż takiego poziomu szczegółowość ;). Nawet teraz doradzam przy okazji tworzenia nowej platformy rekrutacyjnej dla menadżerów, znam jednego start-upowca, który też drąży temat… Dzieje się i to wyraźny sygnał, by być na bieżąco. Na początek jednak bezpieczne, oldskulowe rozwiązanie w postaci portali do szukania pracy:

screen pracuj.pl doradztwo zawodowe natalia florek personal branding
Strona lądowanie z Pracuj.pl podpowiada oferty odnośnie Twojego profilu, co też jest przydatne. (U mnie akurat misz-masz, bo pracuję nad szkoleniem 🙂 .

Pracuj.pl – największy i najbardziej popularny. Interesujące nas oferty wyszukujemy po słowach kluczach: stanowisku, firmie, lokalizacji itp. Ogłoszenia są zazwyczaj bardzo rozbudowane, nie ma niedopowiedzeń. Coraz częściej pojawiają się nawet widełki płacowe. Jeżeli gąszcz informacji Cię przerasta lub nie jesteś pewna/y o czym czytasz – może szkolonko? 😉

Praca.pl – wszystko co powyżej i jeszcze dodam, że obie strony mają również sekcje doradcze, artykuły na temat rynku pracy, eventy itp.

Gazetapraca – mam sentyment, bo swojej pierwszej pracy szukałam w papierowym dodatku do Gazety Trójmiasto. W tej chwili połączone z Goldenline i nastawione na działanie lokalne, nadal jest go-to dla wielu pracodawców.

Mniejsze portale służące jako platformy z ogłoszeniami to między innymi jobs.pl, InfoPraca czy Aplikuj.pl. Działają na podobnej zasadzie, ale każdy ma jakiś wyróżnik – np. InfoPraca nie pozwala żadnej aplikacji pozostać bez odpowiedzi.

Social network

Skoro pojawił się już Goldenline to teraz czas na media społecznościowe. Budowanie sieci kontaktów jest bardzo przydatne w budowaniu kariery zawodowej, a rzeczony Goldenline i mój ulubiony LinkedIn służą właśnie temu. Oprócz tego LinkedIn wyraźnie rośnie w siłę i sprawność jako portal oferujący pracę. Znajdują się na nim często ogłoszenie niepublikowane nigdzie indziej, różne warianty premium pozwalają też odpowiednio dobierać podpowiedzi – czy raczej będziesz rozbudowywać swoją sieć czy lepiej się wyszukiwać? Zawsze warto mieć rozbudowany i aktualny profil, by zwiększyć swoją widoczność. (Nie wiesz jak? Jest w ofercie! 🙂 )

screen linkedin praca doradztwo zawodowe natalia florek personal branding
Zakładka „Oferty Pracy” na LinkedIn w moim przypadku wyraźnie eksponuje moją fiksację na Amazon z przed jakiegoś czasu 😉

Bardzo popularne są też grupy Facebookowe – każde większe miasto ma swoją pt. „Praca XYZ”. Zazwyczaj są to środowiska bardzo dynamiczne, mówiąc eufemistycznie, ale w większości z nich wypleniono już zalew ofert MLMów i prowizji za fotowoltaikę 😛 W moim odczuciu (a zapisałam się do wielu, jak Polska długa i szeroka), głównie oferowana jest tam praca tymczasowa lub niewymagające wysokich kwalifikacji stanowiska. Natomiast każdemu polecam grupę Praca – Wrocław, niezależnie od miejsca zamieszkania, ze względu na prowadzącego posiadającego GIGANTYCZNĄ wiedzę o prawie pracy i dzielący się nią za darmo. Jego poczucie humoru również jest spoko 😉

Jeżeli piszemy już o sieci kontaktów, to jest jeszcze przecież ta w realu. Rozmawiajmy o pracy, podpytujmy znajomych. Firma chętnie zatrudniają osoby z polecenia, badania wskazują, że jest to najczęściej pozytywne doświadczenie. Myślę, że na każdym z moich spotkań towarzyskich pada w którymś momencie „A czy znasz kogoś, kto…”

Jestem z branży

A co jeśli jesteś bardzo nastawiona/y na konkretną branżę lub firmę? Większość z firm na na swoich stronach internetowych zakładkę „Kariera” lub „Praca” i to świetne miejsce, by zacząć. Da nam też informację o tym, w jakim tempie rozwija się (lub rotuje!) firma, widząc ile jest ogłoszeń do danego działu, coś co nie jest tak łatwo zauważalne na ogólnych wyszukiwarkach, a daje nam między wierszami cenną informację. Wiele firm oferuje także możliwość spontanicznego aplikowania – czyli pozostawienia swojego CV, nawet jeśli aktualnie nikogo nie szukają.

Jeżeli nie wiesz konkretnie jaka firma Cię interesuje, ale wiesz, że mogliby odsiać wszystkie ogłoszenia, które nie są np. z branży języków obcych, to internet i start-upowcy już to przewidzieli i jak grzyby po deszczu mnożą się platformy przeznaczone pod specyficzne branże. Działają różnie, ale te z listy poniżej są już sprawdzone. Nie ma tam Twojej branży? Możliwe, że jeszcze na nią nie trafiłam. Jeżeli znajdziesz odpowiednią platformę – daj znać!

screen no fluff jobs doradztwo zawodowe natalia florek personal branding
Nofluffjobs, portal do wyszukiwania stanowisk IT, wymaga od pracodawców publikowania widełek płacowych. Trzymam kciuki by stało się to normą w innych branżach.

Inżynieria, architektura – CAD.pl

IT – nofluffjobs, teamquest, 4programmers, bulldogjob, justjoinit

Językoznawstwo, lingwistyka, tłumaczenia – linguajob.pl

Komunikacja, PR, marketing – glassdoor (chociaż bardzo szybko rozrasta się na portal ogólny), rocketjobs, interaktywnie

Media – grapevine

Medycyna – portalmedica

NGO, fundacje, organizacje charytatywne – NGO.pl

Może ktoś inny się tym zajmie?

Oczywiście żartuję, bo nie bardzo jest tak, że ktoś może to w 100% zrobić za nas. Ale jest opcja szeregu firm doradczych, które działają jako pośrednicy pracy (wyprzedzając pytanie, które powinno trafić do moich FAQ 😉 – ja tak nie działam*), łącząc pracodawcę z potencjalnymi pracownikami. Założyłabym jednak, że teraz w świecie pandemicznym skupiają się na zleceniach firm, szukających konkretnych pracowników, a nie na osobach prywatnych szukających firm.

Jeżeli pamiętasz jeszcze co to kolokwium, dni rektorskie i wpis w indeksie można odwiedzić Biuro Karier swojej uczelni. Można też poszukać wsparcia w Urzędzie Pracy – jeżeli nie w poszukiwaniu, to w doszkalaniu, zasiłku itp. W czasach przed-pandemicznych działały także wszelkie targi pracy, meet-upy i wydarzenia branżowe. Zakład o dychę, że przeniosły się obecnie online (Jobicon, Targi Pracy, Career Expo).

Znam też zwolenników opcji wkroczenia do biura firmy i wręczenia CV. To coś, czego nigdy bym nie zrobiła i chyba nie polecam, ale moi znajomi byli bardzo zadowoleni z efektów. Więc, podsumowując i patrząc na duży wachlarz możliwości, najlepiej przyjąć to, co najbardziej nam odpowiada, w myśl zasady whatever works.

screen career expo doradztwo zawodowe natalia florek personal branding
CareeExpo niedługo ogłosi termin tegorocznej edycji.

*Nie współpracuję z pracodawcami i nie mam usługi łączenia pracownika z pracodawcą. Skupiam się natomiast na stworzeniu mocnego i skutecznego wizerunku zawodowego poprzez dokumenty, rozmowy itp, podpowiadam też na jakie stanowiska warto aplikować przy danym skillsecie, ale to Wy finalnie decydujecie gdzie aplikować. Może to się zmieni, ale na razie dobrze mi po tej stronie lustra 😀

Czy jesteś robotem? – kompetencje przyszłości odcinek 3 – inteligencja emocjonalna

Ten wpis jest kolejnym odcinkiem serii o kompetencjach przyszłości, czyli takich, które zwiększą szansę na stabilne miejsce pracy w rzeczywistości jutra. Dotychczas można było dowiedzieć się o co chodzi oraz o: komunikacji i kreatywności.

Internet, który nie jest według całej mojej wiedzy człowiekiem, często pytam mnie, czy jestem robotem. Czasem muszę to udowodnić, wybierając zdjęcia znaków drogowych albo stawiając króliczka na nóżkach, a czasem wystarczy, że kliknę opcję „nie”. Zawsze odczuwam wtedy niepokój. Czy tylko to kliknięcie ma decydować o moim człowieczeństwie? Czy mogę w takiej sytuacji podjąć decyzję, że jednak JESTEM robotem? Różnica nie może być przecież aż tak NIEISTOTNA. Oczywiście hiperbolizuję (trudne słowo), jako wstęp do tekstu o kolejnej umiejętności kluczowej, która nie podlega automatyzacji i daje sporo szans na przyszłość na rynku pracy – inteligencji emocjonalnej. Na dzień dzisiejszy nie posiadają jej ani roboty, ani internet 😉

natalia florek portret spokój komptencje przyszłości inteligencja emocjonalna personal branding marka osobista rozwój osobisty
Ja starająca się wyglądać na osobę o wysokiej inteligencji emocjonlanej. Fot. Julia Malinowska

Inteligencja emocjonalna to umiejętność rozpoznawania emocji u siebie i innych, radzenia sobie z nimi (lub „zarządzania nimi” ale „zarządzanie emocjami” jest na mój gust jednak zbyt robotyczne) i wykorzystywania ich w procesie podejmowania decyzji. Cechuje się też nastawieniem na rozpoznanie i zaspokojenie potrzeb ludzi i tu szybcikiem wchodzi monetyzacja tej umiejętności – jeśli wiesz jaką potrzebę trzeba zaspokoić, to pewnie będzie można na tym zarobić. Dodatkowo w bigosie z przedsiębiorczością, kreatywnością i krytycznym myśleniem daje idealny miks na stawienie czoła hiper-elastycznemu rynkowi pracy i niestabilności zatrudnienia. Już teraz określa się to meta-kompetencjami, czyli takimi, które pozwolą łatwo funkcjonować w środowisku rozproszonym geograficznie i gatunkowo (z braku lepszego słowa na współpracę ludzi i – you guessed it – robotów).

Temat inteligencji emocjonalnej nie jest niczym nowym i można ją sobie zmierzyć na prawo i lewo w darmowych testach online*. Na przykład tutaj możesz się całkiem szybko dowiedzieć jak wypadasz co do średniej w 15 różnych aspektach. I może Ci wyjdzie, że z innych ludzi to czytasz jak z elementarza, ale już własne emocje jak przez mgłę. Albo że kompletnie nie czaisz sytuacji społecznych i wychodzi w najlepszej sytuacji niezręcznie, a w standardowej creepolsko lub stalkersko. Co więc robić?

natalia florek portret książki komptencje przyszłości inteligencja emocjonalna personal branding marka osobista rozwój osobisty
Część mojego uniwersalnego arsenału do budowania inteligencji emocjonalnej.

Czytać – jak najwięcej, najlepiej książek. Oprócz tego, że czytanie to absolutnie najlepsza forma rozrywki EVER, to jeszcze dodatkowo działa wyobraźnia, przeżywamy w głowie historie, do których normalnie nie mielibyśmy dostępu. Mamy moment na refleksję co sami byśmy w danej sytuacji zrobili. Poszerza horyzonty, zmienia nastawienie, zachęca do dyskusji. Buduje zasób słów, którym potem możemy odnieść się do innego człowieka i/lub do własnych emocji.

Istnieje szkoła, że nie należy czytać dla przyjemności, że jeżeli już chcemy na to poświęcić czas, to lepiej żeby to było coś branżowego albo, ostatecznie, po angielsku czy w innym obcym języku. WTF. Od tej chwili każda książka jest branżowa, bo rozwija super istotną metakompetencję. Jak nie wiesz co czytać, chętnie Ci coś podrzucę. A jeżeli czujesz się mocna/y (w czytaniu lub w inteligencji emocjonalnej) i nie masz jeszcze nic tej autorki na koncie, to polecam Yanagiharę. A kto czytał, ten wie 😉 .

Słuchać – siebie i innych. Siebie, bo często odbieramy sobie prawo do emocji: nie można się złościć, bo lipa i co ludzie powiedzą, ani cieszyć bo lipa i co ludzie powiedzą 😉 Chłopaki nie płaczą, złość urodzie szkodzi – niezależnie od płci od małego jesteśmy formowani by odcinać się od „negatywnych” emocji, ale przecież samochwała w kącie stała, więc za dobrze ze sobą też nie można się czuć.

natalia florek portret schody barcelona komptencje przyszłości inteligencja emocjonalna personal branding marka osobista rozwój osobisty
Graficzne przedstawienie drogi po różnych emocjach do samorozwoju. Koloryzowane. 😉

Innych, bo jakoś tak z automatu zakładamy, że wiemy o co im chodzi albo wręcz co powinni myśleć i czuć. Jednak – mimo że daleko mi do ekspertki – wydaje się skuteczniejsze i szybsze otrzymanie informacji od zainteresowanej/nego niż własne domyślanie się o co może cho. To banał i klisza, ale słuchanie innych serio ułatwia też kontakty w pracy.

Rozmawiać – w tej kolejności – po słuchaniu i czytaniu. Trochę się otrzaskasz w temacie, posłuchasz innych, bo bez tego nigdy nie nastawisz sobie odpowiednich częstotliwości i jazda. Na początku jest trochę dziwnie, pierwszy raz od 24 lat używasz takich słów jak „wzruszona” czy „zawstydzony”, ale trening czyni mistrza i niedługo niestraszna Ci żadna trudna rozmowa.

Jeżeli nadal to dla Ciebie zbyt wysoki poziom abstrakcji warto rozważyć pomoc z zewnątrz – grupę wsparcia, psychologa, terapeutę albo bardzo cierpliwą bandę przyjaciół. Oprócz tego, że kontakt z własnymi emocjami jest zdrowy, zyskujesz też narzędzia do skutecznej komunikacji, do rozwiązywania problemów i… do nie bycia robotem!

*Lubisz testy? Był o nich cały post!

Ostatnie stracie astronauty z youtuberem

Kiedy byłam dzieckiem, byłam naprawdę świetna w gry komputerowe. Nie na zasadzie, że lubię to robić i przechodzę levele, tylko na zasadzie takiej, że zbiera się za moimi plecami pół podwórka i patrzy, jak gram. W „Świecie Dziecka” na Grunwaldzkiej przez jakiś czas stały dwie wielkie konsole SEGA i za 5ziko (wtedy – połowa lat 90 – to był majątek, szczególnie dla dziewięciolatki) można było grać w Sonica tak długo, aż się nie zginęło. Nie miałam sobie równych. Zdarzyło się nie raz i nie dwa, że panie ekspedientki wypraszały moich (również głównie dziewięcioletnich) kibiców ze sklepu, bo było ich za dużo. Szacun na dzielni nie do porównania z niczym, szczególnie, że byłam dość drobnej postury dziewczynką w bardzo chłopackim świecie. Pamiętam też, wyraźnie jak dziś, że żałowałam, że granie w gry nie może być pracą albo chociaż sportem. Och, jak przykro i jakież rozczarowanie, że wyprzedziłam swój czas…

natalia florek fortnite zawody przyszłości gaming komptencje przyszłości inteligencja emocjonalna personal branding marka osobista rozwój osobisty
Te możliwości, które mogłam mieć… 😉 Fot. Vlad Gorshkov

Obecnie odbywają się mistrzostwa świata w prawie każdej, ważniejszej grze komputerowej, a finały w Fortnite w 2019 roku oglądało w streamingu ponad 2 miliony (DWA MILIONY!) osób. Zwycięzca turnieju, szesnastoletni Bugha, wygrał 3 miliony dolarów, a mniej więcej w tym samym czasie, największa gwiazda dyscypliny, Ninja, podpisał wieloletni kontrakt sponsorski z Adidasem, chociaż na turniej się nawet nie zakwalifikował. To, co było całkowicie nierealne w moim świecie jest już (prawie) mainstreamem w 2020. Więc, aby zwieńczyć ten straszny rok i jego ostatni dzień, zapraszam na tekst o zawodach przyszłości. Głos oddaję młodzieży, bo to oni w którymś momencie stwierdzili, że gaming to jednak sport i praca. I to oni zdecydowanie lepiej kminią co im będzie za jakiś czas potrzebne. Liczę na to, że będzie to bodźcem do przebranżowienia się dla niektórych z Was albo chociaż do postanowień noworocznych 😉

W zeszłym roku sporo szumu narobiło badanie LEGO, które wskazało, że dzieci nie chcą już być astronautami, a youtuberami. Jest to pewne uproszczenie – wszak dzieci miały w tym badaniu do wyboru tylko 5 zawodów, a pytano tylko w 3 krajach, ale i tak załamywano ręce nad losem ludzkości. Śmiesznie, że załamują ci odpowiedzialni za aktualną sytuację klimatyczną, i bardziej lokalnie, za brak mojej kariery gamingowej, ale jak zwykle popadam w dygresje.

A jakby spojrzeć na to tak, że dzieciaki widzą szansę zarabiana w kreatywny sposób na swojej pasji, korzystając z dostępu do nowych technologii? A jakby zgłębić badanie Lego i Harris Poll i doczytać, że chodziło o celebrowanie 50 rocznicy lądowania na Księżycu i o dowiedzenie się, co dzieci myślą o życiu na innych planetach i lotach w kosmos? I że 75% jest za, a wręcz sama chętnie poleci i chce zrobić w swoim życiu coś, co się do tego przyczyni? Powiem tylko: ok, boomers.

natalia florek lego zawody przyszłości gaming komptencje przyszłości inteligencja emocjonalna personal branding marka osobista rozwój osobisty
Lego leci w kosmos. Fot. Kelly Sikkema

W 2019r spytano młodzież w 7 krajach jak wyobrażają sobie zawody przyszłości w ramach konkursu Future Jobs Contest. Zwycięzców można podzielić na kilka kategorii:

Ekologiczną, z takimi propozycjami jak detoksykator odpadów, kosmiczny ekolog czy projektant odzysku.

Związaną z nowymi możliwościami technologicznymi, głównie w medycynie i robotyce: projektant robotów humanoidalnych, pilot medycznych nanorobotów albo mikro-robotyczny chirurg.

Dotyczącą nowych form transportu: kontroler pojazdów autonomicznych i policjant ruchu powietrznego.

Rozrywki i wyglądu: wirtualny stylista, twórca oprogramowania do makijażu, ekspert odzieży high-tech. No i polski akcent, o którym nie wiem co myśleć: kosmiczny piłkarz.

Gorąco zachęcam do przejrzenia podlinkowanego raportu pod kątem inspiracji. Jeśli czeka Cię na rynku pracy jeszcze kilkanaście (albo kilkadziesiąt!) lat, oto najlepsza ściągawka do tego, co będzie na tapecie w 2035. (Ponieważ BARDZO lubię ten temat, odwołuję również do moich wpisów: o gig economy i do cyklu o kompetencjach przyszłości – wstęp, odcinek 1 i 2).

natalia florek dron zawody przyszłości gaming komptencje przyszłości inteligencja emocjonalna personal branding marka osobista rozwój osobisty
Robot dnia naszego powszedniego. Fot. David Henrichs

Powiecie, ale to konkurs dla dzieci, jak to się ma do faktycznej sytuacji? Tak, że uczestnicy widzą problemy do rozwiązania lub możliwości do wykorzystania. Na tym JUŻ stoi cała idea start-upów (i nie tylko). Zresztą nie tylko dzieci, ale dorośli, poważni naukowcy prognozują w tym zakresie i to co wymyślają nie jest w ogóle odległe od wyników konkursu. W tym super-mega-arcy-ciekawym raporcie o stanie rynku pracy i prognozach na najbliższe lata kawa na ławę wyłożone są technologie, które firmy mają zamiar implementować przez najbliższe 5 lat (tak, pięć) i na przykład wszelkiego typu roboty zyskały około 10% w stosunku do 2018 (tak, dwa lata). Strona 30 i 32 dają natomiast gotową listę „prac jutra”.

Przerażające i onieśmielające? Miało być miło na koniec roku, a teraz myślisz o tym, że roboty przejmą Twoją pracę, a Ty nie wiesz nic a nic o androidach ani blockchainie? Nic bardziej mylnego, jest dobrze – nadal, niezmiennie (i nadal w perspektywie 5 lat), będzie przybywało nowych, nieistniejących zawodów szybciej, niż te oldskulowe będą zanikać. Masz więc czas, na znalezienie swojej niszy i lekkie (lub efektowne) przebranżowienie, bez gigantycznej groźby bezrobocia. Kiedy w armii amerykańskiej pojawiły się drony, obawiano się co będzie dalej z załogami samolotów patrolujących. Co się okazało? Owszem – w dronie nie leci człowiek, ale w bazie jest nie tylko jego pilot, ale także 30 serwisantów i 80 analityków. Zamiast bezrobocia mierzyli się z brakami odpowiednio wykwalifikowanej kadry. I w tym jest sedno – odpowiednim pokierowaniu swoich umiejętności i kwalifikacji. Inwestowaniu w kompetencje przyszłości i postawę life-long learning. Do zrobienia na miękko, działamy? 😉

Jesteś super, sprawdź to.

Był taki czas w moim życiu, podczas którego byłam menadżerką w korporacji i miałam w swoim władaniu około dwudziestoosobowy zespół. Nie było to nawet tak dawno, licząc w tradycyjnych jednostkach czasu, ale mentalnie to było jakieś dwa życia temu 😉 Niemniej, dobre samopoczucie zespołu, a także ich samodzielność i wydobycie z każdej z nich (bo to były same super-kobiety) najmocniejszych stron od początku dawało mi poczucie misji. Fast forward do dziś i okazało się, że tego typu zachowania to jest w ogóle moja ŻYCIOWA misja. I nie twierdzą tak (tylko) ja, a różne pomiary i testy profilujące, które sobie w między czasie zrobiłam.

natalia florek testy osobowości zawody przyszłości gaming komptencje przyszłości personal branding marka osobista rozwój osobisty gallup fris mbti
Oto ja, idąca moją życiową drogą 😉 😛 A tak poważnie, to zawsze chętnie chwalę się tą sesją z niesamowitą Julią Malinkowską.

Nie wiesz co robić? Może któryś z poniższych Ci to podpowie albo przynajmniej poda Ci Twoje mocne strony, na których od teraz będziesz budować swoją karierę? Zawsze warto dowiedzieć się o sobie więcej, by wesprzeć rozwój i samoświadomość. Zapraszam na krótki opis moich ulubionych testów profilujących!

(Jeżeli nadal nie mija poczucie zagubienia lub nie chcesz z tym iść sam/a – mam w swojej ofercie również usługi profilowania, które opierają się na niektórych z poniższych, a na pewno mają na celu wydobycie tego, co w Tobie najlepsze)

Budowanie na talentach

Królem testów wspierających budowanie na swoich mocnych stronach jest Clifton Strenghts Finder, w Polsce znany bardziej jako test Gallupa. Po odpowiedzi na 177 pytań (mając limit czasu na każde z nich), system wypluwa raport, szeregujący 34 talenty w kolejności występowania u Ciebie. I nie chodzi tutaj o śpiew czy gotowanie, a o naturalne zachowania, które wykorzystujesz w codziennym podejmowaniu decyzji.

natalia florek testy osobowości zawody przyszłości gaming komptencje przyszłości personal branding marka osobista rozwój osobisty gallup fris mbti
Trochę ekshibicjonizmu: oto moje Gallupowe DNA. Każda z kresek odpowiada innemu talentowi. Grafika pochodzi z mojego indywidualnego raportu Clifton Strength Finder.

Dlaczego to jest super?

  • test bardzo dogłębnie analizuje Twoją „top 5”, do tego stopnia, że podsuwa Ci konkretne zachowania, na które się decydujesz w określonych sytuacjach i rady jak je intensyfikować, by wyciągnąć z siebie same najlepsze rzeczy.
  • budowanie na mocnych stronach sprawia, że jesteśmy SIEDEM razy bardziej produktywni, niż kiedy tego nie robimy
  • prawdopodobieństwo, że ktoś uzyska takie same wyniki w pierwszej piątce wynosi 1 do 33 milionów, więc daje ogromne poczucie wyjątkowości i siły takiej kombinacji talentów.
  • każdy talent należy do jednej z czterech grup (executing – wykonanie, influencing – wpływanie, relationship building – budowanie relacji, strategic thinking – myślenie strategiczne) i raport wizualnie przedstawia, która z nich jest u Ciebie najsilniejsza, nawet zanim zgłębisz się w szczegóły.
  • można założyć, że rzeczy z końca listy to to, czego Ci brakuje, ale tak nie jest. To są cechy najmniej istotne, a więc takie, których nie zauważasz. „Przeszkadzaczami” są nadal cechy z top 5, co także zostaje przedstawione w raporcie, w nawet zabawny sposób ukazując, jak łatwo można przegiąć z dobrymi chęciami 😉
  • test zrobiło już ponad 16 milionów osób, a wszędzie są certyfikowani coachowie, którzy pomogą interpretować jego wyniki, więc jeżeli myślisz, że to coś dla Ciebie, może warto kogoś takiego poszukać.

Warto wiedzieć: test jest płatny – około 250pln. Do tego najbardziej dostępny jest po angielsku, a podobno język, w którym się rozwiązuje ma znaczenie w odniesieniu do odpowiedzi, które się wybiera. Dodatkowo, jeżeli ktoś bardzo dużo myśli o swoim rozwoju i ma w miarę rozwiniętą samoświadomość, to wyniki testu nie będą dla niej/niego wielkim odkryciem. Może w takim przypadku warto sięgnąć po coś darmowego? Jako alternatywę proponuję VIA Character Strengths, kolejny test zachęcający do poznania swoich mocnych stron, równie popularny i przebadany jak Gallup. Analiza nie jest tak dogłębna, ale wystarczy 🙂

Gdyby jednak ktoś był typem, dla którego mówienie o mocnych stronach to rzyganie tęczą, mam też coś z drugiej strony, pozbawione lukru, a równie otwierające oczy: dowiedz się w jaki sposób sabotujesz samą/samego siebie z testem „9 ways you self-sabotage”. Też jest po angielsku, ale spokojnie można wrzucić w translator. Nie dowiesz się co robić, by być bardziej skuteczną/ym, ale co robisz już teraz by skuteczną/ym NIE być. A może też Ci tak wyjdzie, że to co Gallup uznał za zaletę jest również idealnym sposobem na autodestrukcję? 😉

Ludzie są różni

Zgodnie z moim nr 1 Gallupa, widzę i doceniam, że ludzie są różni (Individualization), a moi znajomi często się śmieją, że „ludzie są różni” to moje motto życiowe. Mam nawet ulubiony test profilujący – mhm, nadchodzi – to, jak bardzo ludzie są różni! Jest to test MBTI (Myers-Briggs Type Indicator), tzw. 16 osobowości, który możecie zrobić za darmo i po polsku tutaj, na tej równie pięknej graficznie, co inspirującej, stronie.

natalia florek testy osobowości zawody przyszłości gaming komptencje przyszłości personal branding marka osobista rozwój osobisty gallup fris mbti
Ekshibicjonizmu ciąg dalszy: oto moje MBTI: Ekstrawertyczna, intuicyjna, uczuciowa i planująca. grafika pochodzi ze strony 16personalities.com

Dlaczego to jest super?

  • test analizuje nas na wielu płaszczyznach: tego jak wchodzimy w interakcje (ekstra i introwertycy), jak patrzymy na świat (praktycznie czy nowatorsko), czym się kierujemy podejmując decyzje (uczuciami czy faktami) oraz tego jak działamy (plan vs improwizacja)
  • w opisie dostajemy zestaw mocnych i słabych cech, charakterystykę zachowania w sytuacji romantycznej, w przyjaźni, w rodzicielstwie czy w pracy, które są zaskakująco szczegółowe
  • znając typy swoich najbliższych albo uświadamiając sobie na podstawie testu swoje własne potrzeby i/lub niedociągnięcia, komunikacja z innymi staje się super-łatwa
  • na przestrzeni czasu Twój typ może się zmienić i to też jest ciekawe widzieć czarno na białym jak przestawiają się priorytety
  • testu nie używa się oficjalnie w doradztwie zawodowym, jednak jego uniwersalność często się przydawała na przykład na warsztatach dla zespołów, nawet jako ciekawostka 😉

Jest też w 100% polski FRIS czyli test stylów myślenia, który mierzy jakim zachowaniom nadajesz największy priorytet. Możesz się więc dowiedzieć, czy przeważa u Ciebie perspektywa relacji, faktów, idei czy struktur. Analiza rozszerzona jest też o styl działania, które może być połączeniem kilku z nich. To stosunkowo nowe i ciekawe narzędzie, które pozwala świadomie budować na swoich naturalnych skłonnościach oraz lepiej komunikować się i rozumieć innych. Badanie jest płatne i może być przeprowadzane tylko przez certyfikowanych trenerów (koszt to 250pln plus cena konsultacji) co trochę odbiera mu uroku, jednak może być początkiem interesującej drogi. Pewnie ważne jest, by zadać sobie pytanie co jest dla nas akurat najważniejsze: dowiedzenie się, jacy jesteśmy świetni czy co robić by być jeszcze świetniejszym.

Na zupełny koniec dorzucam kolejną alternatywę, odrobinę polityczną: test wartości moralnych. To już daleki krewny, a wręcz bardziej sąsiad z naprzeciwka testów predyspozycji zawodowych, ale myślę, że mówi nam sporo o naszych priorytetach. Na wykresie kołowym pojawia się 10 wartości i nasze „nasilenie” w każdej z nich, wraz z opisem co oznaczają. Nie powie nam jaką karierę obrać, ale łatwo wyciągnąć wnioski, że jeżeli komuś najniżej wypada „nienaruszalność-tradycja” (ciekawe KTO mógł mieć taki wynik? Hmmm… 😉 ), to taka osoba nie będzie się pchała do tradycyjnych zawodów, sztywnych struktur itp.

Polecam poklikanie w międzyświątecznym czasie. Chętnie się dowiem, który podobał się Wam najbardziej!

Naukowy wywód o tym, że serio lepiej być niż mieć

Dalej trochę świątecznie, bo tym razem w ferworze przygotowań i ujemnego bilansu na karcie, będzie o tym, że naukowcy udowodnili, że – brace for it – pieniądze i dobra materialne szczęścia nie dają. Ponieważ jestem trochę skrzywiona na temat danych, bądźcie przygotowani na opisy kilku naprawdę super eksperymentów, popierających te tezy 🤯

Ten wpis jest częścią cyklu zainspirowaną genialnym kursem uniwersytetu Yale „The Science of Well-being”, o którym pisałam trochę tu (polecam przeczytać i zmierzyć sobie poziom szczęścia, jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście). A sam cykl wziął się z tego, że work-life balance jest bardzo ważne i poszukiwania sposobów by o nie zadbać.

natalia florek tpieniądzezawody przyszłości gaming komptencje przyszłości personal branding marka osobista rozwój osobisty science of well being pieniadze szczęścia nie dają
Fot. Paweł Czerwiński

Magia pieniędzy

Ile chciałabyś/chciałbyś zarabiać? Zastanów się nad tym, ile masz teraz i ile potrzebujesz by nie myśleć o wydatkach, odłożyć na fajne wakacje i coś na starość. Ok. Czy kwota, której potrzebujesz, jest wyższa, niż ta, którą masz? Zakładam, że tak. Jeżeli nie – gratuluję, wyłamujesz się z naukowej tendencji, wygrał/a Pan/i toster. Wygląda jednak na to, że ludzki mózg działa w sposób, który powoduje, że zawsze chce się więcej. Czas na:

Naukowy Dowód nr 1

W 2008r. Sonja Lyubomirsky i jej współpracownicy pytali szeroką pulę Amerykanów ile zarabiają i ile chcieliby zarabiać. Efekt? Ci, co mieli 30.000 rocznie chcieli mieć 50.000. 50.000 dolarów to dużo, w pełni jest w stanie zaspokoić potrzeby, prawda? Ile więc chcą dostawać ci, co mają 100.000$ rocznie? Tak, oczywiście, że więcej – 250.000$ (!).

Ludzie kochają pieniądze i chcą mieć ich coraz więcej, najlepiej szybko i bezboleśnie. Polacy wydają 5 MILIARDÓW rocznie na gry losowe typu totolotka. To 27 razy tyle, ile „dajemy” na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Przygnębiające? Trochę tak. Szczególnie, że w temacie kasy nigdy nie będziemy usatysfakcjonowani, a wręcz – tak, nadchodzi 😉 – naukowcy (a dokładniej VanPraat i Frijters) zmierzyli, że za każdego zarobionego dolara więcej, „apetyt” rośnie o 1,40$ 🤯

natalia florek tpieniądzezawody przyszłości gaming komptencje przyszłości personal branding marka osobista rozwój osobisty science of well being pieniadze szczęścia nie dają
Fot. Jan Antonin Kolar

Pieniądze szczęścia nie dają

No dobrze, apetyt rośnie, ale może też rośnie poziom zadowolenia? Może jest racjonalny powód, dla którego chcemy więcej? Spoiler alert, ale myślę, że większość czytelników już to rozgryzła: nie, nie ma. Czas na:

Naukowy Dowód nr 2

Ed Deiner i jego ekipa mierzyli przez dłuższy czas raportowany poziom szczęścia wśród mieszkańców całego świata. Oznacza to, że pytali respondentów o autodiagnozę samopoczucia. Co wyszło? Ludzie są generalnie zadowoleni, niezależnie od tego czy mieszkają w Los Angeles czy w Laosie, jedynie naprawdę poważne sprawy jak wojna czy głód obniżają ten wynik. A czy pieniądze go podnoszą? Świat odpowiedział asertywne NIE*.

Ok. Nie zależy od pieniędzy tak bardzo jak nam się wydaje, ale czy naprawdę wzrost wynagrodzenia nie wpływa na nasze zadowolenie? Wspominam siebie, po awansie czy premii, było wtedy prawdziwe yolo, kto jest ze mną? 🙂 I na to pytanie mamy naukową odpowiedź: w amerykańskich warunkach zadowolenie wzrasta mniej-więcej do osiągnięcia rocznego dochodu na poziomie 75.000$, a potem już nie. MYŚLIMY o sobie wtedy, że jesteśmy fajniejsi, ale faktycznie po 75k już nic nas nie czeka w kwestii samozadowolenia. Licząc bardzo szybko, i niezbyt fachowo, na podstawie porównania polskiej i amerykańskiej średniej krajowej, w Polsce ten poziom to około 78tyś. PLN rocznie. Nie jest to mało, ale nie jest to też jakiś nieosiągalny, mocno bogaczowy poziom.

natalia florek tpieniądzezawody przyszłości gaming komptencje przyszłości personal branding marka osobista rozwój osobisty science of well being pieniadze szczęścia nie dają
Fot. Karol D

Na dobicie jeszcze to: Nickerson i koledzy przepytali kilkanaście tysięcy osób zaczynających studia i podzielili ich na tych nastawionych materialistycznie i nie. Pstryk, mija 20 lat i okazało się, że ci materialistyczni są stanowczo mniej szczęśliwi. Można więc wysnuć wniosek, tak jak poczynili to naukowcy, że sam fakt DĄŻENIA do rzeczy materialnych wpływa źle na nasze zadowolenie.

Dlaczego tak jest? Jak przestać tak myśleć i czego faktycznie pragnąć (oczywiście według naukowców)? Dowiecie się w kolejnych odcinkach! A jeżeli ktoś nie chce czekać lub chce wiedzieć więcej – koniecznie zapiszcie się na kurs Uniwersytetu Yale.

Tymczasem może warto przemyśleć wydatki świąteczne?

*Dla statystyko geeków podobnych mi: korelacja wynosiła 0,10, czyli śmiech na sali, a nie korelacja 😛

Świąteczny czas dawania – analiza benefitów

Budując świąteczny nastrój pewnie wiele z Was dostało już od pracodawcy bon na święta i paczkę ze smakołykami lub – o nieśmiertelny! – kubek z logo firmy. W ogóle to ciekawe, że kultura picia ciepłych napojów tak pięknie się wiąże z pracą – czy masz swój kubek? to jedno z pierwszy onboardingowych pytań. Ale nie o tym. W tym pięknym i długim świątecznym czasie, w którym chodzi przede wszystkim o obdarowywanie, przedstawiam Wam (całkowicie subiektywną) analizę benefitów pozapłacowych.

Benefity które są, ale jakby ich nie było

Powiedzmy sobie szczerze – benefitów jest dużo, jest jednak żelazna czołówka, z której korzysta od 20 do 45% pracodawców (wg badania pracuj.pl). Lubię je określać pseudobenefitami, bo tak na serio to dla pracowników to nie benefit, a oczywistość, a wartość, którą przynoszą jest dyskusyjna – kto bardziej na nich korzysta?

Prywatna opieka medyczna – Pracownik dostaje: dostęp do tego lub innego -medu. Pracodawca dostaje: poczucie, że dba o zdrowie i życie pracowników, za niezbyt duży koszt i z minimalnym zaangażowaniem. Subiektywna ocena: zdrowie i życie pracowników to nie benefit, a podstawa, więc łaski bez. Alternatywa na przyszłość: przychodnia wewnątrz firmy lub lekarz i fizjoterapeuta na miejscu. Przerwa na masaż w godzinach pracy.

Karta sportowa – wiadomo, life goal: mieć multisporta i nie chodzić! Pracownik dostaje: możliwość korzystania (lub nie!!! 😛 ) z szerokiej oferty kart sportowych i bardzo konkretną przynależność do grupy posiadaczy karty, co w połowie lat 2010 było serio szpanem. Pracodawca dostaje: znów poczucie zadbania o zdrowie pracownika, o jego czas wolny, znów przy minimalnym zaangażowaniu. Subiektywna ocena: jako osoba korzystająca z gamy różnych instytucji sportowych od basenu przez lodowisko i crossfit (w innym życiu i rzeczywistości, nie tej teraz…), wiem, że dla chcącego nic trudnego i karta jest miłym dodatkiem, ale na pewno nie powodem korzystania z oferty sportowej. Dla tych, którzy biorą na próbę lub chodzą do jednego miejsca często okazuje się, że takie rozwiązanie się wcale nie kalkuluje. Alternatywa na przyszłość: jeżeli rzeczywiście chcemy kierować ofertę do sport-freaków, fajną inicjatywą jest sponsorowanie startu w zawodach sportowych (pod szyldem firmy). Siłownia na miejscu do użytku pracowników. Rowery pracownicze.

Dofinansowanie do szkoleń i kursów językowych – hehe, to trochę jak nazywanie benefitem opłacania składek zusowskich. Co pracownik dostaje – wiadomo z opisu. Co pracodawca dostaje: lepiej wykwalifikowanego pracownika, który sprawniej wykonuje swoją pracę. Subiektywna ocena: nie ma opcji, że rozwój personelu ktoś na poważnie chce sprzedawać jako bonus. Alternatywa na przyszłość: udział w konferencjach tematycznych, opcje rozwoju w szerszym kontekście np. możliwość pracy w oddziale w innym kraju lub mieście.

natalia florek \personal branding marka osobista rozwój osobisty benefity rynek pracy siłownia multisport
Kiedyś można było samemu decydować, że się nie pójdzie na siłownię, nie to co teraz… Fot. Risen Wang

Bonusy godne naszych czasów

Benefity pozapłacowe, to kategoria, na której pracodawcy planuję mocno przyciąć w pandemicznych czasach. Czy istnieją więc propozycje dostosowane do aktualnej sytuacji i możliwości budżetowych?

Redukcja stresu i wypoczynek – wszystko co wybija z rytmu praca-dom, a teraz często z hybrydy pracdomowej. Dodatkowe dni urlopowe, skrócony dzień pracy (piątunio!), nielimitowany urlop (serio, są takie miejsca, warunkiem jest wykazanie wykonania zadań), elastyczny czas pracy… Wszelka dowolność odnośnie dyspozycyjności to bonus dostosowany do milenialsów i pokolenia Z, czyli coś, co powinno stać się podstawą piramidy benefitów. Już wiecie, że wypoczęty, zrelaksowany pracownik to dobry i wydajny pracownik, więc korzyść dla pracodawcy jest nie do przecenienia, a koszt realnie nieodczuwalny.

Zdrowie i uroda – owocowy czwartek? Of course I kid, chociaż nie pogardzę jabłuszkiem. Owocowe dni są chyba najbardziej wymemowanym benefitem, jednak dbałość o higienę życia to już zupełnie inna sprawa, a owoce, jaki i inne zdrowe, darmowe przekąski mogą pomóc. Na liście są tu też firmowe fitbity, blendery w kuchni do mieszania fit-koktajli czy wizyty fryzjera lub talony do salonów kosmetycznych. Pamiętacie prywatną opiekę medyczną? To krok dalej – zaobserwowanie i podparcie działalnością firmy trendów dziejących się w dbaniu o siebie w sferze prywatnej.

natalia florek \personal branding marka osobista rozwój osobisty benefity rynek pracy siłownia multisport praca zdalna
Praca zdalna to też benefit mieszący się w kategorii elastyczności, chociaż teraz może się tak nie wydawać. Fot. Julia Malinowska

Pieśń przyszłości

Zawsze warto sprawdzić co tam w IT, by wiedzieć, jakie benefity staną się normą w przyszłości. Oni piją darmową kawę od lat, więc jeżeli Ty dalej za swoją płacisz, to zapewne Twój pracodawca zatrzymał się w czasach, kiedy Lost było najpopularniejszym serialem, a Netflix wypożyczał płyty DVD.

Zabezpieczenie przyszłości – dbanie o to co teraz nie wystarcza. Coraz więcej firm zapewnia swoim pracownikom długoletnie możliwości inwestycyjne lub uzyskanie udziałów w firmie, by w dodatkowy sposób zapewnić im źródło finansowania w przyszłości.

Drzemka – no, serio. Korzysta już z tego NASA, Google czy Samsung, mają wręcz specjalne nap-rooms. Idziesz na szybkie spanko na pół godziny i nagle wszystko jest łatwiejsze. Sprawdzili to, a ja nie będę z nimi dyskutowała, kto mnie zna ten wie, że mam czarny pas w spaniu*.

Zdjęcie odpowiedzialności – jakiejkolwiek, która może spędzać nam sen z powiek. W Stanach to często długi związane z opłaceniem studiów, więc Yahoo czy AOL biorą to na siebie. Największe firmy IT mają też na stanie kilku consierge’ów, czyli osoby, które załatwią za nas sprawy na mieście. Jest opieka nad dziećmi i zwierzętami. Gruba kasa na podróżowanie i doświadczanie, jak chcesz to możesz też spać w jednym z kilku mieszkań firmowych w różnych częściach świata.

Wszystko po to, by było work i life, nie tracąc czasu na szmer pomiędzy.

natalia florek \personal branding marka osobista rozwój osobisty benefity rynek pracy siłownia multisport praca zdalna neon
Projekcja pokoju do drzemek. Fot. Tamar Waskey.

*W moim liceum uzupełnialiśmy co roku ankietę zadowolenia i można było wpisywać tam swoje sugestie ulepszenia działania tej, i tak mocno postępowej, placówki. Twardo rok w rok pisałam „pokój do drzemek” i zebrałam całkiem duże, acz (z przykrością stwierdzam) nieskuteczne lobby. Myślę, że wyprzedzaliśmy swój czas. Hej, Google! Tu jestem! 😀

Wielka K – kreatywność jako królowa kompetencji przyszłości (Odcinek 2)

Ten wpis jest kolejnym odcinkiem serii o kompetencjach przyszłości, czyli takich, które zwiększą szansę na stabilne miejsce pracy w rzeczywistości jutra. Dotychczas można było dowiedzieć się o: komunikacji.

Jeżeli masz w życiu czas na mistrzowskie opanowanie jednej kluczowej kompetencji, pewnie najlepiej by było dla Ciebie, żeby to była kreatywność. Kreatywność, czyli co? Zróbmy sobie takie ćwiczenie – weź ołówek, kajecik i napisz czym jest kreatywność i kto i kiedy jej używa.

Spoiler alert – możliwe, że właśnie Ty, przed chwilą.

Kreatywność to umiejętność tworzenia czegoś nowego, a wchodząc w większy szczegół, Wikipedia mówi nam, że to proces umysłowy pociągający za sobą powstawanie nowych idei, koncepcji lub nowych skojarzeń, powiązań z istniejącymi już ideami i koncepcjami. Dlaczego ten proces jest tak super (i tak super-ważny)? Oto kreatywna lista przebojów.

natalia florek personal branding marka osobista rozwój osobisty kompetencje przyszłości kreatywność pomysł żarówka
Żarówka – międzynarodowy symbol kreatywności 😉 Fot. Junior Ferreira

Miejsce 7: Ballada w stylu polskiego rocka pt. „Lepsze życie”

„Lepsza jakość życia” to znany (i zgrany!) szlagier. ALE: poświęcanie czasu na kreatywne zadania ma naukowo udowodniony wpływ na obniżenie poziomu stresu, poprawę odporności, a nawet przedłużenie życia. W 2020 już to powinno wystarczyć (#globalnapandemia), jednak jeśli spojrzymy na długoterminowe efekty psychologiczne, takie jak budowanie pewności siebie, podniesienie nastroju oraz zwiększenie umiejętności współpracy, dostajemy na tacy dopalacz do wszystkich tych umiejętności, które będą nam potrzebne na rynku pracy 2050 (a pewnie i 2025).

Miejsce 6: Importowany prosto z Korei hit K-Pop „Ctrl+c Ctrl+v (no more)”

Jak już zapewne wiecie, jeżeli Wasza aktualna praca składa się z powtarzalnych zadań to pewnie nie należy się do niej jakoś bardzo przywiązywać. Jeżeli coś może zostać zautomatyzowane, to zostanie – będzie to w efekcie mniej kosztowne i będzie generować mniej błędów. A wiecie czego NIE MOŻNA zautomatyzować? Tak, brawo, kreatywności 🙂

natalia florek personal branding marka osobista rozwój osobisty kompetencje przyszłości kreatywność pomysł żarówka
A wiele żarówek symbolizuje miliony kreatywnych myśli! Fot. Skye Studios

Miejsce 5: Rapowy klasyk lat ’90 „Everybody’s got game”

Jeżeli wrócimy do zadania z początku tego tekstu, mogę się założyć, że większość z Was odniosła się jakoś do sztuki. To prawda, że tam najłatwiej o kreację, jednak błędem jest założenie, że kreatywność ogranicza się tylko do tego wąskiego sektora. Wręcz przeciwnie, potrzeba tworzenia czegoś nowego jest tak uniwersalna, że właściwie nie istnieje branża, w której ta cecha nie byłaby pożądana, a wręcz konieczna do przetrwania na nadchodzącym rynku. Kto się nie rozwija, ten się cofa czy jak to tam szło.

Miejsce 4: Alt-rockowy przebój smutnej wokalistki „Nie jestem taka jak ona”

Kto był bardziej kreatywyny: Picasso czy VanGogh? A może z innej dziedziny, żeby jednak odejść od sztuki: Steve Jobs czy Mark Zuckerberg? Albo jeszcze inaczej: Picasso czy Zuckerberg?! 🤯 Kreatywności nie da się efektywnie zmierzyć ani porównać (a próbują, ach, jak próbują i nic!). To jeszcze jedna specyfika tej cechy, która sprawia, że tak skutecznie opiera się automatyzacji. Dodatkowo, dzięki temu, że trudno się w jej zakresie porównać, po prostu tego nie robimy i każdy ma luz i może sobie rękodzielić, beatboxować czy grać w RPG do woli.

natalia florek personal branding marka osobista rozwój osobisty kompetencje przyszłości kreatywność pomysł żarówka
A te są po prostu ładne, kolorowe. Fot. Jesper Garratt

Miejsce 3: Ulubiony kawałek raveów w 2016 „Pro-blems”

Jesteśmy na podium, więc będzie coś bardziej przekładalnego na pracę. Osoby kreatywne, ponieważ są nastawione na tworzenie, nie są szczególnie przejęte, kiedy im coś nie wychodzi, a porażki, błędy czy własną niewiedzę traktują jako szansę na rozwój. Nie istnieją problemy, tylko wyzwania. Nie muszę chyba dodawać, że taki mindset to szóstka w totka dla potencjalnego pracodawcy?

Miejsce 2: Coś bardzo starego „Should I stay or should I go”

Nie chcę straszyć, ale ta automatyzacja, o której tyle piszę, będzie szła coraz szybciej i będzie pozwalała na dalsze automatyzowanie zawodów, które jeszcze teraz wydają się bezpieczne. Do tego nasze niezbyt świetne radzenie sobie z tematem klimatu, dość absurdalne wybory polityczne i niczym nieuzasadnione nastawienie „jakoś to będzie” powoduje, że tak, owszem, „jakoś” będzie, ale jak nie wie nikt i nikt nawet nie próbuje tego przewidzieć. Umiejętność radzenia sobie w sytuacjach zmiany i niepewności będzie zupełnie oddzielną kompetencją, o której napiszę. Ale może wiecie już teraz jacy ludzie najlepiej sobie z nią radzą? Tak! Znowu dobrze! Kreatywni.

Miejsce 1: Top wszechczasów „I will always love you”

Ja tu ciągle o przyszłości, ale wiecie co jest najsuperowszego w kreatywności i dlatego właśnie znalazło się na pierwszym miejscu? Że ZAWSZE była kompetencją przyszłości, niezależnie od tego kiedy się nią wykazano. Leonardo DaVinci, pierwszy z brzegu, to był bardzo kreatywny koleś, nadal tak uważamy. Cecha, która pozwala ludzkości iść do przodu nigdy się nie przedawni. Łza wzruszenia.

Więc teraz szybko, googluj „10 sposobów na rozwój kreatywności” i dajesz, rozwijaj, twórz i kreuj 😉

Wszyscy konsultanci są zajęci – żalpost (ale z konkursem!)

Dziś miał być zabawny wpis o benefitach w pracy i zapewne kiedyś będzie, ale jak zasiadłam do pisania, to sobie pomyślałam – jakie znowu, (brzydkie słowo), benefity. Black Friday pomieszał mi się chyba z Blue Monday, ale to nie jest dobry tydzień dla rynku pracy – czytam artykuł za artykułem o zapaści kolejnych branż, o tym, że kryzys bardziej dotyka kobiety i zderzam się też z własną historią, historiami moich przyjaciół i klientów no i jakimś kosmosem byłoby dla mnie teraz pisanie o benefitach.

natalia florek personal branding marka osobista rozwój osobisty kompetencje przyszłości doradztwo zawodowe rynek pracy odrzucenie kalendarz
Fot. Waldemar Brandt

Raczej o tym, jakie to uczucie, kiedy dorośli ludzie zaczynają ci płakać, bo obdzwonili już WSZYSTKICH potencjalnych pracodawców i NIKT nie zatrudnia. Jakie to uczucie, kiedy idzie się do Urzędu Pracy i urzędnicy wyrażają zdziwienie, że jest się jedynym interesantem nie na kacu. Jakie to uczucie słyszeć na infolinii ZUSu od kilkunastu dni: wszyscy konsultanci są zajęci…

Covidowe bezrobocie, chociaż jest nas masa, jest bardzo samotne, wszyscy konsultanci są przecież zajęci. Wyrwani z bezpiecznej posady, która miała być już do emerytury, kubeł zimnej wody na marzenia o własnej firmie eventowej, a na aktualne ogłoszenia jest się zbyt mało lub za bardzo wykwalifikowanym. Albo całe życie robiło się w turystyce i pracodawcy zakładają, że nie poradzisz sobie w innej branży.

I ten czas, a właściwie brak czasowej perspektywy. Tu piszą, że kilka lat, a tam że conajmniej do końca 2021. O ile wiosną nastawienie było chłodne, ale miało to trwać maks kilka miesięcy, to teraz dociera do nas, że tak już po prostu będzie.

Odnajdujesz się w powyższym tekście?

natalia florek personal branding marka osobista rozwój osobisty doradztwo zawodowe black friday maseczka
Fot. Adam Nieścioruk

Jak mówią – dostajesz cytryny, to zrób lemoniadę. To bliska mi filozofia, jestem typem człowieka, dla którego szklanka jest zawsze pół pełna, a jak nie jest, to trzeba do niej po prostu czegoś dolać i tak postanawiam stawiać czoła warunkom pandemicznym. Oferuję swoją pomoc w ramach tego, co teraz robię, a żeby nie było aż tak smutno i przygnębiająco, niech będzie Black Fridayowy konkurs:

JAKA JEST NAJBARDZIEJ PRZYDATNA ZAWODOWA UMIEJĘTNOŚĆ W PANDEMII I DLACZEGO?

Może być na poważnie lub żartobliwie – wystarczy to wpisać pod tym postem i go udostępnić. Do wygrania jedna z 3 godzinnych konsultacji online, podczas której będziesz mogła/mógł sprawdzić swoją sytuację na rynku, omówić obawy i możliwości. Wpisy zbieram do końca Black Friday czyli do 23:59 27 listopada. Zwycięzców ogłoszę na profilu FB w kolejnym tygodniu (30.11-04.12) i będziemy się ustawiać na spotkania.

Wiele srok za ogon – gig economy jako alternatywa pracy od 8 do 16

Okazuje się, że jazda na rolkach jest często bodźcem do późniejszych postów na blogu, tak jak było w przypadku Pani w Czerwonej Maździe, i tak jest też dziś. Mimowolnie uczestniczy w tym Asia, z którą na tych rolkach jeżdżę i którą serdeczne pozdrawiam 😉 . Odbywamy w trakcie różne, światopoglądowe dyskusje, a czasami rozmawiamy też o jedzeniu i innych głupotach, jasne, że tak. Tym razem, bodźcem była nasza rozmowa o tym, że można NIE pracować od 8 do 16.

Byłyśmy zgodne, że kiedy kończyłyśmy studia, obie miałyśmy wyobrażenie, że praca, do której powinnyśmy dążyć to biuro, poniedziałek – piątek 8 do 16. Wtedy byłaby to Prawdziwa Praca Dorosłego Człowieka (PPDCz). Oczywiście miałyśmy świadomość, że istnieją inne opcje PPDCz, ale właśnie ta wydawała się najbardziej oczywistą dla obranej przez nas ścieżki kariery i edukacji. Jeżeli Twoja droga była inna, zakładam też, że inny był cel i benchmark, ale nie mam wątpliwości, że coś takiego istniało.

I wtedy dzieje się coś, co wybija Cię z rytmu – nie jesteś już w biurze między 8 a 16 i nagle okazuje się, że wbrew Twoim wcześniejszym przekonaniom, w biurze też nie jest bardzo wiele innych osób i nie są to jedynie emeryci i matki z małymi dziećmi. Shocker!

natalia florek personal branding marka osobista rozwój osobisty kompetencje przyszłości zawody przyszłości tłum doradztwo zawodowe gig economy
Ludzie, którzy potencjalnie powinni być w biurze. Fot. Mauro Mora Unsplash

Odpowiedź na pytanie dlaczego ci wszyscy ludzie nie są teraz w pracy?! może być bardzo różna, jednak bez wątpienia obecny rynek pracy wymaga większej elastyczności. Badania dotyczące przyszłości sposobów pracowania są zgodne, że nie należy się za bardzo przyzwyczajać do pracodawcy i miejsca, a wręcz aktywnie poszukiwać różnych możliwości wykorzystywania swoich umiejętności.

I tu wchodzi tytułowa gig economy, po polsku zwana gospodarką dzielenia lub współdzielenia, polegająca na pracy od zlecenia do zlecenia (lub na kilku zleceniach na raz), które najlepiej wykorzystują nasze aktualne zasoby i umiejętności. Od popularnego w zawodach artystycznych freelance’u różni się tym, że zlecenia mogą być z zupełnie innych dziedzin, mieć zupełnie inny cel i charakter. Oprócz tego projekty gig economy zazwyczaj dotyczą więcej niż jednej osoby – w skrócie łączą najlepiej do tego predysponowane i chętne jednostki na tak długo, aż zadanie zostanie wykonane.

natalia florek personal branding marka osobista rozwój osobisty kompetencje przyszłości zawody przyszłości langfurh praca zdalna frrelance doradztwo zawodowe gig economy
Agnieszka ❤️ i ja pracujemy nad naszymi gigami w Lang.fuhr Cafe w Gdańsku, wykorzystując elastyczność tego rozwiązania.

Co daje gig economy? Pracownikom – swobodę wyboru zadania oraz miejsca i czasu jego wykonywania. Pracodawcom – mniejsze koszty, oszczędność czasu i zwinność. Klientom – szybszy i tańszy dostęp do usługi i towaru.

Czego nie daje? Pracownikom – stabilnej wypłaty oraz wszelkich praw związanych ze stabilnym zatrudnieniem. Dodatkowo wymaga dużej samodyscypliny i odporności. Jako minus wskazuje się też samotność – nie ma się raczej zaplecza znajomych z biura.

Myślicie sobie pewnie teraz, że to jakieś układy na wysokich szczeblach przy projektach korporacyjnych, najprawdopodobniej jeszcze w działach IT. Tak, gig economy ma się świetnie w sektorze technologii i z niego się wywodzi, ale każde z nas styka się z nią właściwie codziennie.

Wynajmowałaś / łeś kiedyś swoje mieszkanie w ramach Airbnb? Gig economy.

Wracałaś / łeś z imprezy uberem? Gig economy.

Wystawiłaś / łeś swoje makramy na Etsy? Gig economy.

Są też przykłady offline – możesz być fryzjerką / fryzjerem pracującą kilka dni w salonie, czesać w lokalnym teatrze i uczyć tego innych w ramach lokalnej akademii (albo na youtubie, ale chciałam jednak w realu). Lub rano prowadzić zajęcia jogi w lokalnym parku, potem opiekować się czyimś dzieckiem, a wieczorem wyprowadzać psy na spacer.

Powiedz mi kim jesteś, a na pewno znajdę dla Ciebie odpowiednie gigs!

Przykłady można mnożyć, sednem jest przestawienie się z myślenia czy ci wszyscy ludzie nie powinni być teraz w pracy? na to, że PPDCz tak naprawdę nie istnieje, nie trzeba „być kimś z zawodu„, nie trzeba nawet mieć jednej konkretnej odpowiedzi na pytania „gdzie pracujesz?„.

natalia florek personal branding marka osobista rozwój osobisty kompetencje przyszłości zawody przyszłości uber eats praca zdalna freelance doradztwo zawodowe gig economy
Żołnierz pierwszej linii frontu gig economy. Fot. Eggbank Unsplash