fbpx

Start-up czyli sport ekstremalny własnego biznesu

Lubię przypominać, że można inaczej, na przykład pisząc o gig economy oraz o tym, co może się dziać szybciej niż myślisz. Dlatego dziś, w obliczu właśnie ogłoszonego kolejnego lockdownu i niechybnego obłędu z tym związanego, proponuję rozwiązanie dla lekko szalonych: własny start-up.

start-up natalia flroek personal branding doradztwo zawodowe jak założyc startup
Koncepcja wydaje się prosta.

Szybka check-lista start-upowca

Niech zgadnę: widzisz siebie na hamaku w Ubud, słomka w kokosie, poklikasz sobie z 15 minut na macu między sesjami medytacji, a w tym czasie Twoje konto urośnie o kilka milionów. Albo nie! Widzisz raczej niepewnego siebie gościa w polarze (lub w normcorowej bluzie z kapturem jeżeli wolisz wersję rodem z US and A), który ma problem z patrzeniem w oczy, ale ma też masę świetnych, ratujących świat pomysłów. Myślę, że za te stereotypy podziękujemy Silicon Valley i Elonowi Muskowi. A może jednak sprzedajesz stary kożuch przez Vinted, dostawca Ubera przywozi Ci ramen i wcale przy tym nie myślisz, że stoi za tym człowiek?

Stoi. I zanim dojdzie do poziomu znanego nam z nagłówków portali, czeka go/ją bardzo długa (i dość dobrze zdefiniowana, mająca własny język i subkulturę) droga.

Krok pierwszy: na początku był pomysł. Ale nie byle jaki. Pomysł, który rozwiązuje bardzo konkretny, powszechny problem. Tak jak hulajnogi elektryczne idealnie sprawdzają się w pandemii dla ludzi, którzy nie chcą jeździć transportem miejskim. Ale ale! Pomysł to nie wszystko, ten pomysł musi być skalowalny – czyli w wygodny sposób rozwiązujący ten problem dla bardzo wielu, a najlepiej wszystkich, którzy go posiadają. Stąd hulajnóg jest siec połączona aplikacją i możesz je zostawiać gdzie chcesz (tylko, błagam, nie na środku chodnika!).

Masz taki pomysł? Gratuluję. Nikogo to nie obchodzi.

Krok drugi: walidacja. Póki nie udowodnisz, że serio wiele ludzi ma ten problem i że serio aktualny sposób radzenia sobie z nim jest gorszy od Twojego, a najlepiej pokażesz, że hajs się zgadza (albo realne perspektywy, że będzie się zgadzał) to inwestorzy nie będą chcieli za bardzo z Tobą rozmawiać. A każdy start-up, nawet Google, poszedł kiedyś po kasę by móc skalować tak jak sobie wymarzył. Jak to zrobić? Zbadać rynek, dzwonić po potencjalnych klientach, pisać artykuły, promować się, dołączyć do akceleratora… and the list goes on. To druga odznaka start-upowego harcerza: znalezienie odpowiedniego sposobu udowodnienia prawdziwości swojej koncepcji.

Krok trzeci: nie wiem, mój start-up nie przebrnął przez krok drugi i na razie odłożyliśmy go na półkę 😉 A tak poważnie, krok trzeci to ciężka praca. Zanim będzie ten hamak, McLaren i komisje śledcze, przygotuj się na brak życia. Zazwyczaj start-up jest projektem na boku, który zaczyna pożerać coraz więcej Twojego czasu, ale ponieważ w niego wierzysz (i czekająca gratyfikacja też wydaje się być tego warta) robisz, robisz i robisz. Mówi się, że start-upowiec musi być trochę obłąkany i tak, teraz bardzo przydaje się ta cecha. Słyszałam też definicję, że jest się gotowym poświęcić niewyobrażalne ilości czasu i zaangażowania na projekt o bardzo niskiej szansie sukcesu, wierząc, że gdy ten sukces nastąpi, będzie spektakularny. Pięknie ujęte jest to tutaj.

think outside the box natalia florek personal branding doradztwo zawodowe
Klisza i frazes, ale jednak motto każdego start-upowca!

A potem kolejne rundy finansowania, kolejni użytkownicy i Twoja strategia wyjścia, czyli to co zrobisz i kiedy gdy sukces nadejdzie.

Myślisz, że to coś dla Ciebie? Nie? To zawsze warto przytoczyć historię powstania YouTube’a. Myślę, że kojarzysz ten (start-upowy!) portal, który teraz wydaje się najbardziej oczywistą rzeczą na świecie :P. Jednym z bodźców stworzenia była słynna afera „nipplegate” kiedy to Justin Timberlake przez przypadek obnażył sutek Janet Jackson podczas występu na Super Bowl. (Przyszli) Twórcy YouTube’a bardzo chcieli to zobaczyć, ale nigdzie nie mogli dokopać się do filmiku z tego wydarzenia. I… BOOM! Dlatego z pełną powagą mówię, że każdy może być start-upowcem, jeżeli tylko motywacja jest odpowiednia. Wiec wiesz, może będziesz jednorożcem?

Czas ucieka – ujarzmij go! (to kompetencja przyszłości!)

Ten wpis jest kolejnym odcinkiem serii o kompetencjach przyszłości, czyli takich, które zwiększą szansę na stabilne miejsce pracy w rzeczywistości jutra. Dotychczas można było dowiedzieć się o co chodzi oraz o: komunikacji, kreatywności i inteligencji emocjonalnej.

Ostatnio widziałam mema, o tym, jak poczuć ile trwa minuta. Potrzebne do tego jest robienie planka czy czekanie na mikrofalówkę. W naszym przypadku ta rozmowa odbyła się podczas morsowania – tak, MORSUJĘ ;P – w jakiejś minusowej temperaturze na wietrze i w morzu. Było tak paskudnie, że na gdyńskim bulwarze nie było żadnych ludzi, więc fejm związany z wchodzeniem do wody też raczej umiarkowany. Mimo to, jak co tydzień, weszliśmy, ponarzekaliśmy, zgrabiały nam ręce i rozeszliśmy się do domów. Każde z nas, z sobie znanych powodów, znajduje na to czas w każdy sobotni poranek. I o tym będzie ten tekst – o zarządzaniu swoim czasem oraz o priorytetach (poprzetykany śródtytułami z pewnej piosenki, która może posłużyć za soundtrack do tego postu) .

Natalia Florek Personal Branding kompetencje przyszłości jak zarządzac czasem planner hakerki sukcesu
Planowanie zawodowe – korzystam teraz z super fachowej pomocy Marty Krasnodębskiej w ramach Hackerek Sukcesu by ułożyć swój biznes. Daje fajne plannery 🙂

Czas nie czeka na nas

Zarządzanie czasem to umiejętność pracowania mniej, jednocześnie uzyskując dobre, a nawet lepsze wyniki. To umiejętność delegowania zadań, w taki sposób, by maksymalizować efekt. To uniknięcie stresu i spędzanie życia na tym, co się umie i lubi. Kto zasnął lub przestał czytać przy „delegowanie zadań” i „maksymalizowanie efektów” – przepraszam za korporacyjne mambo-dżambo, zapewniam, że do tematu należy podejść globalnie, życiowo, a przy okazji stosowanie w pracy nie zaszkodzi.

Dlaczego zarządzanie czasem jest kompetencją przyszłości? Jak zawsze, odpowiedź jest ta sama, lub wynikająca z podobnych powodów – czasu nie da się „zautomatyzować” czy powielić. Tym samym ci, którzy w 24 godziny robią więcej, są potencjalnie lepszymi pracownikami rynku pracy przyszłości, który będzie wymagał szybkich reakcji i elastyczności – czyli cech, które mają dobrze zorganizowane osoby.

Wszystko ma swoje priorytety

Pracować mniej i mądrzej, brzmi super, ale jak to zrobić? I – co ważniejsze – jak podzielić swój czas sprawiedliwie na rzeczy, które musisz zrobić i na te, które chcesz? Poniżej kilka metod sprawdzanych w środowisku zawodowym przez naukowców. Ja, nieskromnie mówiąc, jestem najlepiej zorganizowaną osobą jaką znam i jaką Ty pewnie znasz, więc dodałam swoje trzy grosze 😉

>>>TU POBIERZ JESZCZE WIĘCEJ FAJNYCH METOD DO ZARZĄDZANIA CZASEM<<<

Stawianie celów

Trudno jest zarządzać swoim czasem, jeżeli nie wiemy do czego zmierzamy. Osobiście liczę na to, że po szczepieniu chip Billa Gatesa mi to trochę rozjaśni, ale na razie pozostaje samodzielne stawianie sobie celów 😉 Każdy już chyba wie, że cele muszą być SMART czyli szczegółowe (kupię sobie różowe buty zamiast „coś kupię”), mierzalne (będę biegać 3 razy w tygodniu zamiast „zacznę biegać”), ambitne (czyli wymagające trochę pracy), realne (ale jednak bez przesady) i terminowe (w marcu zamiast kiedyś lub ciszy przerwanej ćwierkaniem świerszczy).

Metoda macierzy priorytetów wg Eisenhowera:

Brzmi okropnie, wiem, ale to to samo co już dobrze znasz 🙂 Coś co musisz zrobić może być ważne (lub nie) i pilne (lub nie). Zachodzą więc cztery kombinacje tych cech. Jeżeli coś jest ważne i pilne, to znaczy, że masz pożar do ugaszenia i bez tego nie będziesz np. mieć gdzie mieszkać, wszyscy zginą albo jakiś inne, drastyczne konsekwencje. Odpowiedź na pytanie czy wykonywać brzmi – tak i to szybko. A jak możesz wezwać (kompetentne do tego zadania) posiłki, to wszystkie ręce na pokład!

Jeżeli zadanie jest ważne, ale nie jest pilne to znaczy, że są to tematy strategiczne, dążące do realizacji Twoich podstawowych celów. Jak już wiemy, stawianie celów to też umiejętność sama w sobie, więc jak już masz je dobrze postawione, to zadania z tej kategorii powinny być Twoimi głównymi, wykonywanymi raczej samodzielnie. Żeby nie było nieporozumień, to nie są tylko zadania związane z wykonaniem pracy. U mnie jak najbardziej mieści się tu Netflix z mężem jak i rzeczone morsowanie – traktuję to jako spotkanie towarzyskie, (których mi teraz ogromnie brakuje), trochę sport (który też trudno się obecnie uprawia) oraz dbanie o odporność i siłę woli.

Mało ważne i pilne? To zazwyczaj różne operacyjne zadania, które trzeba zrobić, ale konsekwencje nie będą dramatyczne, jeżeli się to nie wydarzy (najwyżej ktoś Cię upomni). Można oddelegować lub zautomatyzować. To wszelkie poboczne zajęcia, które muszą zostać wykonane, ale nie są kluczowe do Twojego spełnienia. Np. płacenie rachunków.

I teraz ulubiona kategoria wszystkich prokrastynatów – mało ważne i mało pilne, czyli „pożeracze czasu”. U mnie to scrollowanie Instagrama, niezależnie od tego, jak bardzo przekonuję samą siebie, że robię to „zawodowo” lub, że po prostu to lubię (nie lubię, ale nie mogę PRZESTAĆ 😛 ). Czy należy te zadania wykonywać? Oczywiście, że nie. Wiadomka, że nie jest jednak łatwo. Mój pro tip jest taki, żeby w swoim planie dnia zarezerwować trochę czasu właśnie na to. Tak, mój poziom planowania jest taki, że uwzględniam w nim np. 30min na marnowanie czasu. Wtedy mniej boli 😉

planner zarządzanie czasem natalia florek personal branding
Oldskulowy planner miesięczny. Nie ma w notesie, się nie wydarzy!

Planowanie wg zasady Parkinsona

Planowanie to tor działań doprowadzający nas do osiągnięcia celu oraz do odpowiedniego rozłożenia czasu na zadania ważne. Przydatne są wszelkie plannery, kalendarze, notesy. Ale jak zacząć? Warto umieć przewidzieć ile dana czynność zajmie nam czasu plus zawsze zakładać jakiś bufor. Gdzieś spotkałam się z zasadą, że 60% naszego dnia powinny zajmować czynności zaplanowane, 20% nieoczekiwane i 20% bufor. Fajna jest też zasada Parkinsona, który zauważył, że czynność będzie zajmowała tyle czasu ile jest nam dane. Jeżeli deadline jest za dwa tygodnie to zadanie będzie wykonywane dwa tygodnie (lub da sie je wykonać w jeden dzień, ale oczywiście ostatniego dnia). Od razu, z nostalgią, przypominają się studia 🙂

Na koniec taka anegdota. Jestem matka dwójki dzieci i tak siedzimy kiedyś, obrabiamy te dzieci, karmimy, wszystkie te dziwne rzeczy, które się robi z niemowlakami i kilkulatkami i zaczęłam się zastanawiać co ja robiłam z czasem, kiedy miałam tylko jedno dziecko. A potem, z jeszcze szerszymi oczami, zapytałam siebie co robiłam, gdy dzieci nie miałam wcale?! Wniosek jest taki, że czas zawsze się zapełni po brzegi, od nas zależy jakie te zadania będą mieć wartość.

Czy jesteś robotem? – kompetencje przyszłości odcinek 3 – inteligencja emocjonalna

Ten wpis jest kolejnym odcinkiem serii o kompetencjach przyszłości, czyli takich, które zwiększą szansę na stabilne miejsce pracy w rzeczywistości jutra. Dotychczas można było dowiedzieć się o co chodzi oraz o: komunikacji i kreatywności.

Internet, który nie jest według całej mojej wiedzy człowiekiem, często pytam mnie, czy jestem robotem. Czasem muszę to udowodnić, wybierając zdjęcia znaków drogowych albo stawiając króliczka na nóżkach, a czasem wystarczy, że kliknę opcję „nie”. Zawsze odczuwam wtedy niepokój. Czy tylko to kliknięcie ma decydować o moim człowieczeństwie? Czy mogę w takiej sytuacji podjąć decyzję, że jednak JESTEM robotem? Różnica nie może być przecież aż tak NIEISTOTNA. Oczywiście hiperbolizuję (trudne słowo), jako wstęp do tekstu o kolejnej umiejętności kluczowej, która nie podlega automatyzacji i daje sporo szans na przyszłość na rynku pracy – inteligencji emocjonalnej. Na dzień dzisiejszy nie posiadają jej ani roboty, ani internet 😉

natalia florek portret spokój komptencje przyszłości inteligencja emocjonalna personal branding marka osobista rozwój osobisty
Ja starająca się wyglądać na osobę o wysokiej inteligencji emocjonlanej. Fot. Julia Malinowska

Inteligencja emocjonalna to umiejętność rozpoznawania emocji u siebie i innych, radzenia sobie z nimi (lub „zarządzania nimi” ale „zarządzanie emocjami” jest na mój gust jednak zbyt robotyczne) i wykorzystywania ich w procesie podejmowania decyzji. Cechuje się też nastawieniem na rozpoznanie i zaspokojenie potrzeb ludzi i tu szybcikiem wchodzi monetyzacja tej umiejętności – jeśli wiesz jaką potrzebę trzeba zaspokoić, to pewnie będzie można na tym zarobić. Dodatkowo w bigosie z przedsiębiorczością, kreatywnością i krytycznym myśleniem daje idealny miks na stawienie czoła hiper-elastycznemu rynkowi pracy i niestabilności zatrudnienia. Już teraz określa się to meta-kompetencjami, czyli takimi, które pozwolą łatwo funkcjonować w środowisku rozproszonym geograficznie i gatunkowo (z braku lepszego słowa na współpracę ludzi i – you guessed it – robotów).

Temat inteligencji emocjonalnej nie jest niczym nowym i można ją sobie zmierzyć na prawo i lewo w darmowych testach online*. Na przykład tutaj możesz się całkiem szybko dowiedzieć jak wypadasz co do średniej w 15 różnych aspektach. I może Ci wyjdzie, że z innych ludzi to czytasz jak z elementarza, ale już własne emocje jak przez mgłę. Albo że kompletnie nie czaisz sytuacji społecznych i wychodzi w najlepszej sytuacji niezręcznie, a w standardowej creepolsko lub stalkersko. Co więc robić?

natalia florek portret książki komptencje przyszłości inteligencja emocjonalna personal branding marka osobista rozwój osobisty
Część mojego uniwersalnego arsenału do budowania inteligencji emocjonalnej.

Czytać – jak najwięcej, najlepiej książek. Oprócz tego, że czytanie to absolutnie najlepsza forma rozrywki EVER, to jeszcze dodatkowo działa wyobraźnia, przeżywamy w głowie historie, do których normalnie nie mielibyśmy dostępu. Mamy moment na refleksję co sami byśmy w danej sytuacji zrobili. Poszerza horyzonty, zmienia nastawienie, zachęca do dyskusji. Buduje zasób słów, którym potem możemy odnieść się do innego człowieka i/lub do własnych emocji.

Istnieje szkoła, że nie należy czytać dla przyjemności, że jeżeli już chcemy na to poświęcić czas, to lepiej żeby to było coś branżowego albo, ostatecznie, po angielsku czy w innym obcym języku. WTF. Od tej chwili każda książka jest branżowa, bo rozwija super istotną metakompetencję. Jak nie wiesz co czytać, chętnie Ci coś podrzucę. A jeżeli czujesz się mocna/y (w czytaniu lub w inteligencji emocjonalnej) i nie masz jeszcze nic tej autorki na koncie, to polecam Yanagiharę. A kto czytał, ten wie 😉 .

Słuchać – siebie i innych. Siebie, bo często odbieramy sobie prawo do emocji: nie można się złościć, bo lipa i co ludzie powiedzą, ani cieszyć bo lipa i co ludzie powiedzą 😉 Chłopaki nie płaczą, złość urodzie szkodzi – niezależnie od płci od małego jesteśmy formowani by odcinać się od „negatywnych” emocji, ale przecież samochwała w kącie stała, więc za dobrze ze sobą też nie można się czuć.

natalia florek portret schody barcelona komptencje przyszłości inteligencja emocjonalna personal branding marka osobista rozwój osobisty
Graficzne przedstawienie drogi po różnych emocjach do samorozwoju. Koloryzowane. 😉

Innych, bo jakoś tak z automatu zakładamy, że wiemy o co im chodzi albo wręcz co powinni myśleć i czuć. Jednak – mimo że daleko mi do ekspertki – wydaje się skuteczniejsze i szybsze otrzymanie informacji od zainteresowanej/nego niż własne domyślanie się o co może cho. To banał i klisza, ale słuchanie innych serio ułatwia też kontakty w pracy.

Rozmawiać – w tej kolejności – po słuchaniu i czytaniu. Trochę się otrzaskasz w temacie, posłuchasz innych, bo bez tego nigdy nie nastawisz sobie odpowiednich częstotliwości i jazda. Na początku jest trochę dziwnie, pierwszy raz od 24 lat używasz takich słów jak „wzruszona” czy „zawstydzony”, ale trening czyni mistrza i niedługo niestraszna Ci żadna trudna rozmowa.

Jeżeli nadal to dla Ciebie zbyt wysoki poziom abstrakcji warto rozważyć pomoc z zewnątrz – grupę wsparcia, psychologa, terapeutę albo bardzo cierpliwą bandę przyjaciół. Oprócz tego, że kontakt z własnymi emocjami jest zdrowy, zyskujesz też narzędzia do skutecznej komunikacji, do rozwiązywania problemów i… do nie bycia robotem!

*Lubisz testy? Był o nich cały post!

Ostatnie stracie astronauty z youtuberem

Kiedy byłam dzieckiem, byłam naprawdę świetna w gry komputerowe. Nie na zasadzie, że lubię to robić i przechodzę levele, tylko na zasadzie takiej, że zbiera się za moimi plecami pół podwórka i patrzy, jak gram. W „Świecie Dziecka” na Grunwaldzkiej przez jakiś czas stały dwie wielkie konsole SEGA i za 5ziko (wtedy – połowa lat 90 – to był majątek, szczególnie dla dziewięciolatki) można było grać w Sonica tak długo, aż się nie zginęło. Nie miałam sobie równych. Zdarzyło się nie raz i nie dwa, że panie ekspedientki wypraszały moich (również głównie dziewięcioletnich) kibiców ze sklepu, bo było ich za dużo. Szacun na dzielni nie do porównania z niczym, szczególnie, że byłam dość drobnej postury dziewczynką w bardzo chłopackim świecie. Pamiętam też, wyraźnie jak dziś, że żałowałam, że granie w gry nie może być pracą albo chociaż sportem. Och, jak przykro i jakież rozczarowanie, że wyprzedziłam swój czas…

natalia florek fortnite zawody przyszłości gaming komptencje przyszłości inteligencja emocjonalna personal branding marka osobista rozwój osobisty
Te możliwości, które mogłam mieć… 😉 Fot. Vlad Gorshkov

Obecnie odbywają się mistrzostwa świata w prawie każdej, ważniejszej grze komputerowej, a finały w Fortnite w 2019 roku oglądało w streamingu ponad 2 miliony (DWA MILIONY!) osób. Zwycięzca turnieju, szesnastoletni Bugha, wygrał 3 miliony dolarów, a mniej więcej w tym samym czasie, największa gwiazda dyscypliny, Ninja, podpisał wieloletni kontrakt sponsorski z Adidasem, chociaż na turniej się nawet nie zakwalifikował. To, co było całkowicie nierealne w moim świecie jest już (prawie) mainstreamem w 2020. Więc, aby zwieńczyć ten straszny rok i jego ostatni dzień, zapraszam na tekst o zawodach przyszłości. Głos oddaję młodzieży, bo to oni w którymś momencie stwierdzili, że gaming to jednak sport i praca. I to oni zdecydowanie lepiej kminią co im będzie za jakiś czas potrzebne. Liczę na to, że będzie to bodźcem do przebranżowienia się dla niektórych z Was albo chociaż do postanowień noworocznych 😉

W zeszłym roku sporo szumu narobiło badanie LEGO, które wskazało, że dzieci nie chcą już być astronautami, a youtuberami. Jest to pewne uproszczenie – wszak dzieci miały w tym badaniu do wyboru tylko 5 zawodów, a pytano tylko w 3 krajach, ale i tak załamywano ręce nad losem ludzkości. Śmiesznie, że załamują ci odpowiedzialni za aktualną sytuację klimatyczną, i bardziej lokalnie, za brak mojej kariery gamingowej, ale jak zwykle popadam w dygresje.

A jakby spojrzeć na to tak, że dzieciaki widzą szansę zarabiana w kreatywny sposób na swojej pasji, korzystając z dostępu do nowych technologii? A jakby zgłębić badanie Lego i Harris Poll i doczytać, że chodziło o celebrowanie 50 rocznicy lądowania na Księżycu i o dowiedzenie się, co dzieci myślą o życiu na innych planetach i lotach w kosmos? I że 75% jest za, a wręcz sama chętnie poleci i chce zrobić w swoim życiu coś, co się do tego przyczyni? Powiem tylko: ok, boomers.

natalia florek lego zawody przyszłości gaming komptencje przyszłości inteligencja emocjonalna personal branding marka osobista rozwój osobisty
Lego leci w kosmos. Fot. Kelly Sikkema

W 2019r spytano młodzież w 7 krajach jak wyobrażają sobie zawody przyszłości w ramach konkursu Future Jobs Contest. Zwycięzców można podzielić na kilka kategorii:

Ekologiczną, z takimi propozycjami jak detoksykator odpadów, kosmiczny ekolog czy projektant odzysku.

Związaną z nowymi możliwościami technologicznymi, głównie w medycynie i robotyce: projektant robotów humanoidalnych, pilot medycznych nanorobotów albo mikro-robotyczny chirurg.

Dotyczącą nowych form transportu: kontroler pojazdów autonomicznych i policjant ruchu powietrznego.

Rozrywki i wyglądu: wirtualny stylista, twórca oprogramowania do makijażu, ekspert odzieży high-tech. No i polski akcent, o którym nie wiem co myśleć: kosmiczny piłkarz.

Gorąco zachęcam do przejrzenia podlinkowanego raportu pod kątem inspiracji. Jeśli czeka Cię na rynku pracy jeszcze kilkanaście (albo kilkadziesiąt!) lat, oto najlepsza ściągawka do tego, co będzie na tapecie w 2035. (Ponieważ BARDZO lubię ten temat, odwołuję również do moich wpisów: o gig economy i do cyklu o kompetencjach przyszłości – wstęp, odcinek 1 i 2).

natalia florek dron zawody przyszłości gaming komptencje przyszłości inteligencja emocjonalna personal branding marka osobista rozwój osobisty
Robot dnia naszego powszedniego. Fot. David Henrichs

Powiecie, ale to konkurs dla dzieci, jak to się ma do faktycznej sytuacji? Tak, że uczestnicy widzą problemy do rozwiązania lub możliwości do wykorzystania. Na tym JUŻ stoi cała idea start-upów (i nie tylko). Zresztą nie tylko dzieci, ale dorośli, poważni naukowcy prognozują w tym zakresie i to co wymyślają nie jest w ogóle odległe od wyników konkursu. W tym super-mega-arcy-ciekawym raporcie o stanie rynku pracy i prognozach na najbliższe lata kawa na ławę wyłożone są technologie, które firmy mają zamiar implementować przez najbliższe 5 lat (tak, pięć) i na przykład wszelkiego typu roboty zyskały około 10% w stosunku do 2018 (tak, dwa lata). Strona 30 i 32 dają natomiast gotową listę „prac jutra”.

Przerażające i onieśmielające? Miało być miło na koniec roku, a teraz myślisz o tym, że roboty przejmą Twoją pracę, a Ty nie wiesz nic a nic o androidach ani blockchainie? Nic bardziej mylnego, jest dobrze – nadal, niezmiennie (i nadal w perspektywie 5 lat), będzie przybywało nowych, nieistniejących zawodów szybciej, niż te oldskulowe będą zanikać. Masz więc czas, na znalezienie swojej niszy i lekkie (lub efektowne) przebranżowienie, bez gigantycznej groźby bezrobocia. Kiedy w armii amerykańskiej pojawiły się drony, obawiano się co będzie dalej z załogami samolotów patrolujących. Co się okazało? Owszem – w dronie nie leci człowiek, ale w bazie jest nie tylko jego pilot, ale także 30 serwisantów i 80 analityków. Zamiast bezrobocia mierzyli się z brakami odpowiednio wykwalifikowanej kadry. I w tym jest sedno – odpowiednim pokierowaniu swoich umiejętności i kwalifikacji. Inwestowaniu w kompetencje przyszłości i postawę life-long learning. Do zrobienia na miękko, działamy? 😉

Jesteś super, sprawdź to.

Był taki czas w moim życiu, podczas którego byłam menadżerką w korporacji i miałam w swoim władaniu około dwudziestoosobowy zespół. Nie było to nawet tak dawno, licząc w tradycyjnych jednostkach czasu, ale mentalnie to było jakieś dwa życia temu 😉 Niemniej, dobre samopoczucie zespołu, a także ich samodzielność i wydobycie z każdej z nich (bo to były same super-kobiety) najmocniejszych stron od początku dawało mi poczucie misji. Fast forward do dziś i okazało się, że tego typu zachowania to jest w ogóle moja ŻYCIOWA misja. I nie twierdzą tak (tylko) ja, a różne pomiary i testy profilujące, które sobie w między czasie zrobiłam.

natalia florek testy osobowości zawody przyszłości gaming komptencje przyszłości personal branding marka osobista rozwój osobisty gallup fris mbti
Oto ja, idąca moją życiową drogą 😉 😛 A tak poważnie, to zawsze chętnie chwalę się tą sesją z niesamowitą Julią Malinkowską.

Nie wiesz co robić? Może któryś z poniższych Ci to podpowie albo przynajmniej poda Ci Twoje mocne strony, na których od teraz będziesz budować swoją karierę? Zawsze warto dowiedzieć się o sobie więcej, by wesprzeć rozwój i samoświadomość. Zapraszam na krótki opis moich ulubionych testów profilujących!

(Jeżeli nadal nie mija poczucie zagubienia lub nie chcesz z tym iść sam/a – mam w swojej ofercie również usługi profilowania, które opierają się na niektórych z poniższych, a na pewno mają na celu wydobycie tego, co w Tobie najlepsze)

Budowanie na talentach

Królem testów wspierających budowanie na swoich mocnych stronach jest Clifton Strenghts Finder, w Polsce znany bardziej jako test Gallupa. Po odpowiedzi na 177 pytań (mając limit czasu na każde z nich), system wypluwa raport, szeregujący 34 talenty w kolejności występowania u Ciebie. I nie chodzi tutaj o śpiew czy gotowanie, a o naturalne zachowania, które wykorzystujesz w codziennym podejmowaniu decyzji.

natalia florek testy osobowości zawody przyszłości gaming komptencje przyszłości personal branding marka osobista rozwój osobisty gallup fris mbti
Trochę ekshibicjonizmu: oto moje Gallupowe DNA. Każda z kresek odpowiada innemu talentowi. Grafika pochodzi z mojego indywidualnego raportu Clifton Strength Finder.

Dlaczego to jest super?

  • test bardzo dogłębnie analizuje Twoją „top 5”, do tego stopnia, że podsuwa Ci konkretne zachowania, na które się decydujesz w określonych sytuacjach i rady jak je intensyfikować, by wyciągnąć z siebie same najlepsze rzeczy.
  • budowanie na mocnych stronach sprawia, że jesteśmy SIEDEM razy bardziej produktywni, niż kiedy tego nie robimy
  • prawdopodobieństwo, że ktoś uzyska takie same wyniki w pierwszej piątce wynosi 1 do 33 milionów, więc daje ogromne poczucie wyjątkowości i siły takiej kombinacji talentów.
  • każdy talent należy do jednej z czterech grup (executing – wykonanie, influencing – wpływanie, relationship building – budowanie relacji, strategic thinking – myślenie strategiczne) i raport wizualnie przedstawia, która z nich jest u Ciebie najsilniejsza, nawet zanim zgłębisz się w szczegóły.
  • można założyć, że rzeczy z końca listy to to, czego Ci brakuje, ale tak nie jest. To są cechy najmniej istotne, a więc takie, których nie zauważasz. „Przeszkadzaczami” są nadal cechy z top 5, co także zostaje przedstawione w raporcie, w nawet zabawny sposób ukazując, jak łatwo można przegiąć z dobrymi chęciami 😉
  • test zrobiło już ponad 16 milionów osób, a wszędzie są certyfikowani coachowie, którzy pomogą interpretować jego wyniki, więc jeżeli myślisz, że to coś dla Ciebie, może warto kogoś takiego poszukać.

Warto wiedzieć: test jest płatny – około 250pln. Do tego najbardziej dostępny jest po angielsku, a podobno język, w którym się rozwiązuje ma znaczenie w odniesieniu do odpowiedzi, które się wybiera. Dodatkowo, jeżeli ktoś bardzo dużo myśli o swoim rozwoju i ma w miarę rozwiniętą samoświadomość, to wyniki testu nie będą dla niej/niego wielkim odkryciem. Może w takim przypadku warto sięgnąć po coś darmowego? Jako alternatywę proponuję VIA Character Strengths, kolejny test zachęcający do poznania swoich mocnych stron, równie popularny i przebadany jak Gallup. Analiza nie jest tak dogłębna, ale wystarczy 🙂

Gdyby jednak ktoś był typem, dla którego mówienie o mocnych stronach to rzyganie tęczą, mam też coś z drugiej strony, pozbawione lukru, a równie otwierające oczy: dowiedz się w jaki sposób sabotujesz samą/samego siebie z testem „9 ways you self-sabotage”. Też jest po angielsku, ale spokojnie można wrzucić w translator. Nie dowiesz się co robić, by być bardziej skuteczną/ym, ale co robisz już teraz by skuteczną/ym NIE być. A może też Ci tak wyjdzie, że to co Gallup uznał za zaletę jest również idealnym sposobem na autodestrukcję? 😉

Ludzie są różni

Zgodnie z moim nr 1 Gallupa, widzę i doceniam, że ludzie są różni (Individualization), a moi znajomi często się śmieją, że „ludzie są różni” to moje motto życiowe. Mam nawet ulubiony test profilujący – mhm, nadchodzi – to, jak bardzo ludzie są różni! Jest to test MBTI (Myers-Briggs Type Indicator), tzw. 16 osobowości, który możecie zrobić za darmo i po polsku tutaj, na tej równie pięknej graficznie, co inspirującej, stronie.

natalia florek testy osobowości zawody przyszłości gaming komptencje przyszłości personal branding marka osobista rozwój osobisty gallup fris mbti
Ekshibicjonizmu ciąg dalszy: oto moje MBTI: Ekstrawertyczna, intuicyjna, uczuciowa i planująca. grafika pochodzi ze strony 16personalities.com

Dlaczego to jest super?

  • test analizuje nas na wielu płaszczyznach: tego jak wchodzimy w interakcje (ekstra i introwertycy), jak patrzymy na świat (praktycznie czy nowatorsko), czym się kierujemy podejmując decyzje (uczuciami czy faktami) oraz tego jak działamy (plan vs improwizacja)
  • w opisie dostajemy zestaw mocnych i słabych cech, charakterystykę zachowania w sytuacji romantycznej, w przyjaźni, w rodzicielstwie czy w pracy, które są zaskakująco szczegółowe
  • znając typy swoich najbliższych albo uświadamiając sobie na podstawie testu swoje własne potrzeby i/lub niedociągnięcia, komunikacja z innymi staje się super-łatwa
  • na przestrzeni czasu Twój typ może się zmienić i to też jest ciekawe widzieć czarno na białym jak przestawiają się priorytety
  • testu nie używa się oficjalnie w doradztwie zawodowym, jednak jego uniwersalność często się przydawała na przykład na warsztatach dla zespołów, nawet jako ciekawostka 😉

Jest też w 100% polski FRIS czyli test stylów myślenia, który mierzy jakim zachowaniom nadajesz największy priorytet. Możesz się więc dowiedzieć, czy przeważa u Ciebie perspektywa relacji, faktów, idei czy struktur. Analiza rozszerzona jest też o styl działania, które może być połączeniem kilku z nich. To stosunkowo nowe i ciekawe narzędzie, które pozwala świadomie budować na swoich naturalnych skłonnościach oraz lepiej komunikować się i rozumieć innych. Badanie jest płatne i może być przeprowadzane tylko przez certyfikowanych trenerów (koszt to 250pln plus cena konsultacji) co trochę odbiera mu uroku, jednak może być początkiem interesującej drogi. Pewnie ważne jest, by zadać sobie pytanie co jest dla nas akurat najważniejsze: dowiedzenie się, jacy jesteśmy świetni czy co robić by być jeszcze świetniejszym.

Na zupełny koniec dorzucam kolejną alternatywę, odrobinę polityczną: test wartości moralnych. To już daleki krewny, a wręcz bardziej sąsiad z naprzeciwka testów predyspozycji zawodowych, ale myślę, że mówi nam sporo o naszych priorytetach. Na wykresie kołowym pojawia się 10 wartości i nasze „nasilenie” w każdej z nich, wraz z opisem co oznaczają. Nie powie nam jaką karierę obrać, ale łatwo wyciągnąć wnioski, że jeżeli komuś najniżej wypada „nienaruszalność-tradycja” (ciekawe KTO mógł mieć taki wynik? Hmmm… 😉 ), to taka osoba nie będzie się pchała do tradycyjnych zawodów, sztywnych struktur itp.

Polecam poklikanie w międzyświątecznym czasie. Chętnie się dowiem, który podobał się Wam najbardziej!

Wielka K – kreatywność jako królowa kompetencji przyszłości (Odcinek 2)

Ten wpis jest kolejnym odcinkiem serii o kompetencjach przyszłości, czyli takich, które zwiększą szansę na stabilne miejsce pracy w rzeczywistości jutra. Dotychczas można było dowiedzieć się o: komunikacji.

Jeżeli masz w życiu czas na mistrzowskie opanowanie jednej kluczowej kompetencji, pewnie najlepiej by było dla Ciebie, żeby to była kreatywność. Kreatywność, czyli co? Zróbmy sobie takie ćwiczenie – weź ołówek, kajecik i napisz czym jest kreatywność i kto i kiedy jej używa.

Spoiler alert – możliwe, że właśnie Ty, przed chwilą.

Kreatywność to umiejętność tworzenia czegoś nowego, a wchodząc w większy szczegół, Wikipedia mówi nam, że to proces umysłowy pociągający za sobą powstawanie nowych idei, koncepcji lub nowych skojarzeń, powiązań z istniejącymi już ideami i koncepcjami. Dlaczego ten proces jest tak super (i tak super-ważny)? Oto kreatywna lista przebojów.

natalia florek personal branding marka osobista rozwój osobisty kompetencje przyszłości kreatywność pomysł żarówka
Żarówka – międzynarodowy symbol kreatywności 😉 Fot. Junior Ferreira

Miejsce 7: Ballada w stylu polskiego rocka pt. „Lepsze życie”

„Lepsza jakość życia” to znany (i zgrany!) szlagier. ALE: poświęcanie czasu na kreatywne zadania ma naukowo udowodniony wpływ na obniżenie poziomu stresu, poprawę odporności, a nawet przedłużenie życia. W 2020 już to powinno wystarczyć (#globalnapandemia), jednak jeśli spojrzymy na długoterminowe efekty psychologiczne, takie jak budowanie pewności siebie, podniesienie nastroju oraz zwiększenie umiejętności współpracy, dostajemy na tacy dopalacz do wszystkich tych umiejętności, które będą nam potrzebne na rynku pracy 2050 (a pewnie i 2025).

Miejsce 6: Importowany prosto z Korei hit K-Pop „Ctrl+c Ctrl+v (no more)”

Jak już zapewne wiecie, jeżeli Wasza aktualna praca składa się z powtarzalnych zadań to pewnie nie należy się do niej jakoś bardzo przywiązywać. Jeżeli coś może zostać zautomatyzowane, to zostanie – będzie to w efekcie mniej kosztowne i będzie generować mniej błędów. A wiecie czego NIE MOŻNA zautomatyzować? Tak, brawo, kreatywności 🙂

natalia florek personal branding marka osobista rozwój osobisty kompetencje przyszłości kreatywność pomysł żarówka
A wiele żarówek symbolizuje miliony kreatywnych myśli! Fot. Skye Studios

Miejsce 5: Rapowy klasyk lat ’90 „Everybody’s got game”

Jeżeli wrócimy do zadania z początku tego tekstu, mogę się założyć, że większość z Was odniosła się jakoś do sztuki. To prawda, że tam najłatwiej o kreację, jednak błędem jest założenie, że kreatywność ogranicza się tylko do tego wąskiego sektora. Wręcz przeciwnie, potrzeba tworzenia czegoś nowego jest tak uniwersalna, że właściwie nie istnieje branża, w której ta cecha nie byłaby pożądana, a wręcz konieczna do przetrwania na nadchodzącym rynku. Kto się nie rozwija, ten się cofa czy jak to tam szło.

Miejsce 4: Alt-rockowy przebój smutnej wokalistki „Nie jestem taka jak ona”

Kto był bardziej kreatywyny: Picasso czy VanGogh? A może z innej dziedziny, żeby jednak odejść od sztuki: Steve Jobs czy Mark Zuckerberg? Albo jeszcze inaczej: Picasso czy Zuckerberg?! 🤯 Kreatywności nie da się efektywnie zmierzyć ani porównać (a próbują, ach, jak próbują i nic!). To jeszcze jedna specyfika tej cechy, która sprawia, że tak skutecznie opiera się automatyzacji. Dodatkowo, dzięki temu, że trudno się w jej zakresie porównać, po prostu tego nie robimy i każdy ma luz i może sobie rękodzielić, beatboxować czy grać w RPG do woli.

natalia florek personal branding marka osobista rozwój osobisty kompetencje przyszłości kreatywność pomysł żarówka
A te są po prostu ładne, kolorowe. Fot. Jesper Garratt

Miejsce 3: Ulubiony kawałek raveów w 2016 „Pro-blems”

Jesteśmy na podium, więc będzie coś bardziej przekładalnego na pracę. Osoby kreatywne, ponieważ są nastawione na tworzenie, nie są szczególnie przejęte, kiedy im coś nie wychodzi, a porażki, błędy czy własną niewiedzę traktują jako szansę na rozwój. Nie istnieją problemy, tylko wyzwania. Nie muszę chyba dodawać, że taki mindset to szóstka w totka dla potencjalnego pracodawcy?

Miejsce 2: Coś bardzo starego „Should I stay or should I go”

Nie chcę straszyć, ale ta automatyzacja, o której tyle piszę, będzie szła coraz szybciej i będzie pozwalała na dalsze automatyzowanie zawodów, które jeszcze teraz wydają się bezpieczne. Do tego nasze niezbyt świetne radzenie sobie z tematem klimatu, dość absurdalne wybory polityczne i niczym nieuzasadnione nastawienie „jakoś to będzie” powoduje, że tak, owszem, „jakoś” będzie, ale jak nie wie nikt i nikt nawet nie próbuje tego przewidzieć. Umiejętność radzenia sobie w sytuacjach zmiany i niepewności będzie zupełnie oddzielną kompetencją, o której napiszę. Ale może wiecie już teraz jacy ludzie najlepiej sobie z nią radzą? Tak! Znowu dobrze! Kreatywni.

Miejsce 1: Top wszechczasów „I will always love you”

Ja tu ciągle o przyszłości, ale wiecie co jest najsuperowszego w kreatywności i dlatego właśnie znalazło się na pierwszym miejscu? Że ZAWSZE była kompetencją przyszłości, niezależnie od tego kiedy się nią wykazano. Leonardo DaVinci, pierwszy z brzegu, to był bardzo kreatywny koleś, nadal tak uważamy. Cecha, która pozwala ludzkości iść do przodu nigdy się nie przedawni. Łza wzruszenia.

Więc teraz szybko, googluj „10 sposobów na rozwój kreatywności” i dajesz, rozwijaj, twórz i kreuj 😉

Wiele srok za ogon – gig economy jako alternatywa pracy od 8 do 16

Okazuje się, że jazda na rolkach jest często bodźcem do późniejszych postów na blogu, tak jak było w przypadku Pani w Czerwonej Maździe, i tak jest też dziś. Mimowolnie uczestniczy w tym Asia, z którą na tych rolkach jeżdżę i którą serdeczne pozdrawiam 😉 . Odbywamy w trakcie różne, światopoglądowe dyskusje, a czasami rozmawiamy też o jedzeniu i innych głupotach, jasne, że tak. Tym razem, bodźcem była nasza rozmowa o tym, że można NIE pracować od 8 do 16.

Byłyśmy zgodne, że kiedy kończyłyśmy studia, obie miałyśmy wyobrażenie, że praca, do której powinnyśmy dążyć to biuro, poniedziałek – piątek 8 do 16. Wtedy byłaby to Prawdziwa Praca Dorosłego Człowieka (PPDCz). Oczywiście miałyśmy świadomość, że istnieją inne opcje PPDCz, ale właśnie ta wydawała się najbardziej oczywistą dla obranej przez nas ścieżki kariery i edukacji. Jeżeli Twoja droga była inna, zakładam też, że inny był cel i benchmark, ale nie mam wątpliwości, że coś takiego istniało.

I wtedy dzieje się coś, co wybija Cię z rytmu – nie jesteś już w biurze między 8 a 16 i nagle okazuje się, że wbrew Twoim wcześniejszym przekonaniom, w biurze też nie jest bardzo wiele innych osób i nie są to jedynie emeryci i matki z małymi dziećmi. Shocker!

natalia florek personal branding marka osobista rozwój osobisty kompetencje przyszłości zawody przyszłości tłum doradztwo zawodowe gig economy
Ludzie, którzy potencjalnie powinni być w biurze. Fot. Mauro Mora Unsplash

Odpowiedź na pytanie dlaczego ci wszyscy ludzie nie są teraz w pracy?! może być bardzo różna, jednak bez wątpienia obecny rynek pracy wymaga większej elastyczności. Badania dotyczące przyszłości sposobów pracowania są zgodne, że nie należy się za bardzo przyzwyczajać do pracodawcy i miejsca, a wręcz aktywnie poszukiwać różnych możliwości wykorzystywania swoich umiejętności.

I tu wchodzi tytułowa gig economy, po polsku zwana gospodarką dzielenia lub współdzielenia, polegająca na pracy od zlecenia do zlecenia (lub na kilku zleceniach na raz), które najlepiej wykorzystują nasze aktualne zasoby i umiejętności. Od popularnego w zawodach artystycznych freelance’u różni się tym, że zlecenia mogą być z zupełnie innych dziedzin, mieć zupełnie inny cel i charakter. Oprócz tego projekty gig economy zazwyczaj dotyczą więcej niż jednej osoby – w skrócie łączą najlepiej do tego predysponowane i chętne jednostki na tak długo, aż zadanie zostanie wykonane.

natalia florek personal branding marka osobista rozwój osobisty kompetencje przyszłości zawody przyszłości langfurh praca zdalna frrelance doradztwo zawodowe gig economy
Agnieszka ❤️ i ja pracujemy nad naszymi gigami w Lang.fuhr Cafe w Gdańsku, wykorzystując elastyczność tego rozwiązania.

Co daje gig economy? Pracownikom – swobodę wyboru zadania oraz miejsca i czasu jego wykonywania. Pracodawcom – mniejsze koszty, oszczędność czasu i zwinność. Klientom – szybszy i tańszy dostęp do usługi i towaru.

Czego nie daje? Pracownikom – stabilnej wypłaty oraz wszelkich praw związanych ze stabilnym zatrudnieniem. Dodatkowo wymaga dużej samodyscypliny i odporności. Jako minus wskazuje się też samotność – nie ma się raczej zaplecza znajomych z biura.

Myślicie sobie pewnie teraz, że to jakieś układy na wysokich szczeblach przy projektach korporacyjnych, najprawdopodobniej jeszcze w działach IT. Tak, gig economy ma się świetnie w sektorze technologii i z niego się wywodzi, ale każde z nas styka się z nią właściwie codziennie.

Wynajmowałaś / łeś kiedyś swoje mieszkanie w ramach Airbnb? Gig economy.

Wracałaś / łeś z imprezy uberem? Gig economy.

Wystawiłaś / łeś swoje makramy na Etsy? Gig economy.

Są też przykłady offline – możesz być fryzjerką / fryzjerem pracującą kilka dni w salonie, czesać w lokalnym teatrze i uczyć tego innych w ramach lokalnej akademii (albo na youtubie, ale chciałam jednak w realu). Lub rano prowadzić zajęcia jogi w lokalnym parku, potem opiekować się czyimś dzieckiem, a wieczorem wyprowadzać psy na spacer.

Powiedz mi kim jesteś, a na pewno znajdę dla Ciebie odpowiednie gigs!

Przykłady można mnożyć, sednem jest przestawienie się z myślenia czy ci wszyscy ludzie nie powinni być teraz w pracy? na to, że PPDCz tak naprawdę nie istnieje, nie trzeba „być kimś z zawodu„, nie trzeba nawet mieć jednej konkretnej odpowiedzi na pytania „gdzie pracujesz?„.

natalia florek personal branding marka osobista rozwój osobisty kompetencje przyszłości zawody przyszłości uber eats praca zdalna freelance doradztwo zawodowe gig economy
Żołnierz pierwszej linii frontu gig economy. Fot. Eggbank Unsplash

Mów do mnie jeszcze – komunikacja jako kompetencja przyszłości (Odcinek 1)

Zapowiadając cykl o kompetencjach przyszłości nie podjęłam jeszcze decyzji, jaki kształt będzie miała ostateczna lista, ile czeka nas odcinków (a może sezonów?!), do tego w między czasie zaczęłam czytać „21 lekcji na XXIwHarairego, które czyta się jak lepszy odcinek Black Mirror, i w ogóle wtedy zawirował świat tysiącem barw. Mam wrażenie, że piszę to o kilka lat za późno, ale mimo wszystko warto nadrobić. Dla formalności: posiłkuję się raportem World Economic Forum i zestawieniem McKinsey, a na pierwszy ogień idzie niepozorna, acz niezbędna KOMUNIKACJA. Szybko, bo zaraz zostaniemy w tyle!

Q: Dlaczego komunikacja jest kompetencją przyszłości?

A: Kompetencjami przyszłości nie są wszystkie umiejętności, które da się zautomatyzować. A ponieważ na komunikację – w uproszczeniu przekazywanie myśli w sposób werbalny lub pisemny, zazwyczaj w konkretnym celu (chociaż każdy z nas zna kogoś, kto dokładnie zaprzecza tej regule, but I digress 😉 ) – składa się mnóstwo czynników, których zautomatyzować się na razie nie da, rozwijanie tej kompetencji jest jak najbardziej w cenie.

Q: Jaka komunikacja to ta „przyszłościowa”?

A: Skuteczna – czyli taka, która doprowadzi do tego, że odbiorca dostanie dokładnie taką informację, o jaką nam chodziło, a w efekcie podejmie odpowiednie działania.

Przykłady nieskutecznej komunikacji będą przewijać się przez ten post. Poniżej sytuacja, w której odbiorca (ŁKS) nie otrzymał lub nie zrozumiał przekazywanej informacji 😉

 natalia florek personal branding doradztwo zawodowe marka osobista kompetencje przyszłości komunikacja mem łks przyszłość rynek pracy
Internety, a dokładniej kwejk.pl

Q: Wszystko świetnie – ale co robić by komunikacja była skuteczna?

A: Nie być jak ŁKS. Ha ha, boki zrywać. A tak poważnie: każda informacja ma 5 kroków:

co chcę powiedzieć? -> co mówię? -> co ktoś słyszy? -> co rozumie? -> co zapamiętuje?

Tym samym, przy przekazywaniu ważnych informacji (albo w sumie jakichkolwiek, które mają przynieść oczekiwany efekt) warto zrobić sobie check-ponity:

  • ustalić cel (np. pojawienie się w domu majonezu) i trzymać się go przy formułowaniu wypowiedzi (np. kup proszę majonez),
  • zadbać o czas i miejsce przekazania informacji („kup proszę majonez” w momencie ustalania listy zakupów będzie miało większe szanse na powodzenie niż „kup proszę majonez” powiedziane na dobranoc
  • sprawdzić, czy informacja została zrozumiana (tu przykład z majonezem wyraźnie się wyczerpuje, ale załóżmy, że jakoś go naciągnę na potrzebę ćwiczenia. Kiedy powiesz np. „zjadłabym/zjadłbym jajka z majonezem” nie jest to wyraźny komunikat zachęcający do zakupu, więc warto się upewnić przed wyjściem oddelegowanej do sklepu osoby, czy: „masz na liście majonez?”. Przy bardziej skomplikowanych problemach warto również zostawić miejsce na pytania drugiej strony.
  • sprawdzić, czy informacja została zaakceptowana (może ktoś bardzo nienawidzi majonezu?).

Q: Jaką formę komunikacji wybrać?

A: Słuchają osoby zmotywowane (zainteresowane), rozumiejące o czy mówisz (nie zalewaj ich szczegółami), dające radę przetwarzać to na bieżąco (skojarzenia, związki, kontekst) i odczuwające lub widzące Twoje emocje. Warto też mieć przychylność słuchaczy.

Osobiście stosuję metody, które wywodzą się z NVC (Porozumienia Bez Przemocy) i innych nurtów, w których szacunek dla rozmówcy jest podstawą. Jeżeli chcesz, mogę Ci o kilku opowiedzieć, a tymczasem kolejny z życia wzięty przykład nieefektywnej komunikacji. Odbiorca (autor napisu), mimo najszczerszych chęci (to czuć!) odczuwa frustrację, gdyż sposób przekazania informacji był w jego ocenie nieefektywny i otrzymał zbyt wiele szczegółów. Nie da się ukryć, że nie zachowuje jednak szacunku dla rozmówcy.

 natalia florek personal branding doradztwo zawodowe marka osobista kompetencje przyszłości komunikacja mem make life harder przyszłość rynek pracy
Żródło: Instagram Make Life Harder za @jedrzejpakol

Q: Piękny przykład. To jakie to metody?

(prawda, że to niesamowicie śmieszne, że przeprowadzam wywiad z samą sobą w poście o komunikacji?! Get it?!)

A: Przygotowałam je w zmyślnej infografice do pobrania tutaj, można sobie powiesić nad korpo-biurkiem albo afirmować się w domu. Moje top 3 (a więcej w pliku) to:

  1. Język osobisty – skuteczność sprawdzona i potwierdzona. Każdy z nas wypowiada się we własnym imieniu i tak też powinien swoje wypowiedzi formułować. Będziecie zaskoczeni o ile dalej zaprowadzi Was „chciałabym/chciałbym byś [coś zrobił/a]” od „zrób to!”.
  2. HALT – czerwone światło by jednak w tym momencie nie mówić NIC. Jeżeli jesteś H(ungry – głodna/ny), A(ngry – zła/y), L(onely – samotna/y) lub T(ired – zmęczona/y) to zamilknij, zrób sobie kakao i wróć do tematu kiedy te uczucia miną (z autopsji wiem, że decyzje podejmowane w którymkolwiek z wymienionych stanów też raczej nie należą do wybitnych. Just sayin’).
  3. Zgoda na nie. Jeżeli serio będziecie mieć w sobie zgodę na to, że ktoś Wam odmówi, otwierają się piękne, szerokie drzwi do dyskusji i szukania nowych rozwiązań, argumentacji i kreatywności CZYLI kolejnych kompetencji przyszłości, o których więcej już niedługo!

Na zakończenie wspomnienie z weekendu, kiedy to Pani z lodziarni w Mikołajkach szukała skutecznego sposobu zakomunikowania pewnej rzeczy. Wybrała taki, a ja to szanuję.

Kompetencje przyszłości – gra w odcinkach

Jeżeli podskórnie czujesz, że w marcu tego roku wiele się zmieniło na zawsze, to mogę Cię ze spokojem zapewnić, że masz rację. Trochę o tym jakim szokiem było przeskoczenie z działania F2F na WFH pisałam już wcześniej, tym razem planuję nadać tematowi jeszcze szerszy kontekst. Koronawirus przyśpieszył konieczność adaptacji i przewartościował wiele rzeczy pod kątem ich możliwości funkcjonowania online. Mówiło się o tym wiele, przygotowywano nas na to i oto właśnie: the future is now.

Krótka historia ludzkości

Zanim przejdę do tego, czego będzie wymagała przyszłość, kilka słów o przeszłości. Załóżmy, że jesteś wieśniaczką lub wieśniakiem żyjącym sobie spokojnie w np. 1200r. Na potrzebę tego ćwiczenia otrzymujesz możliwość przeskakiwania w czasie o 200-300 lat do przodu. Co zostajesz w 1500r? Świat się rozwinął, owszem, ale dla zwykłej wieśniaczki w sposób raczej niezauważalny. Może będzie trochę dziwnie, ale szybko przystosujesz się do nowych warunków i możliwości.

1800? Na pewno jest inaczej. Sąsiedzi nie mieszkają już w lepiankach, w karczmie słyszysz dyskusje o kolonizacji, niewolnictwie i uprzemysłowieniu silników parowych. Nadal jednak poruszasz się pieszo, no może kilka razy byłaś wozem w mieście niedaleko wysłać list na poczcie.

2000? Jesteś na innej planecie. Nie ma właściwie punktu zaczepienia, oprócz tego, że po kuli ziemskiej nadal chodzą ludzie. Wszystko przyśpieszyło do takiego tempa, że nawet możliwość przeskakiwania o 20 lat byłaby szokiem technologicznym i kulturowym. Pamiętam czas, gdy studiowałam i odbyłam z moją mamą dyskusję pokoleniową pod tytułem „studiowanie w czasach gdy nie było kserokopiarek i dziś„. Osoba studiująca obecnie pewnie nas obie by otaksowała nierozumiejącym wzorkiem, a – wypraszam sobie – nie było to znowu tak dawno!

To ćwiczenie było po to, by pokazać, że rozwój przyśpieszył, a takie zdarzenia jak globalna pandemia jeszcze dodatkowo go podgrzewają. Naukowcy są zgodni, że obecnie szykujemy się na rynek pracy, na którym nie jest nam znana większość zawodów, które będziemy wykonywać. Jak się do tego przygotować? Czytaj dalej…

 natalia florek personal branding doradztwo zawodowe marka osobista kompetencje przyszłości kompetencje kluczowe work life balance krowy
Czy w XIII czy XXI wieku wieśniaczka zobaczy przynajmniej takie same krowy. Fot. Iga Palacz Unsplash.

Od kilku lat panuje moda na „kompetencje przyszłości”, czyli te, które pomogą nam funkcjonować w całkowicie niewiadomej obecnie przyszłości. Można wybrać szkołę, która takie kompetencje zapewni naszym dzieciom*, można pójść na kurs angielskiego, który przy okazji nauki je ćwiczy. Ba, nawet ja, z dwojgiem przyjaciół mamy przygotowane naprawdę świetne warsztaty dla licealistów z używania kompetencji kluczowych w praktyce, zbanował nam je niestety na razie koronawirus.

Badania, rankingi oraz moda mówią nam jedno: to nie umiejętności twarde zdecydują o Twoim sukcesie na rynku pracy, a właśnie te „miękkie” i przyszłościowe. Rutynowe czynności zostaną całkowicie zautomatyzowane, więc czas zacząć doszkalać się w tym, co istotne.

Jakie to kompetencje? Na jak wysokim poziomie masz je teraz? Jak je wyćwiczyć? Do jakich zawodów mogą się przydać? Zapraszam na cykl wpisów dotyczących kompetencji i zawodów przyszłości – na blogu już niedługo!

 natalia florek personal branding doradztwo zawodowe marka osobista kompetencje przyszłości kompetencje kluczowe work life balance krowy
Ale jaka przyszłość je czeka? I NAS? Fot. Bruce Warrington Unsplash.

*To zupełnie osobny temat na zupełnie innego bloga, ale chętnie wdam się w dyskusję, czy polska edukacja systemowa jest w ogóle w stanie to zapewnić? Dla chętnych.