fbpx

Miej to w czterech literach: SWOT WOOP i VUCA

Mój mąż i jego przyjaciel mają z okresu studiów wspólny żart, dotyczący ich edukacji. Twierdzą, że każdy z nich zapamiętał dwie rzeczy: pierwsza, to to, że statki stoją w niedziele na redzie, bo wpływanie do portu jest droższe. Drugiej zapomnieli. Nie będzie dziś o poziomie edukacji wyższej w Polsce, a tym bardziej nie będzie o mężu 🙂 Zastanawiałam się natomiast, że gdybym ja miała tak na szybko wskazać tę jedną rzecz, którą wyrecytowałabym przez sen to byłaby to analiza SWOT*. I o tym będzie dziś, a także o innych „czterech literach”, które przydadzą Ci się w przygotowaniach do zmiany pracy i budowaniu samooceny – wszak o tym miało być w marcu.

Jeszcze szybko zaproszę Cię do pobrania darmowego pdf-u, w którym jest „50 pytań, które może paść na Twojej rozmowie kwalifikacyjnej”. Na ile znasz odpowiedź? A wiesz DLACZEGO w ogóle są zadawane? To też pomoże Ci w budowaniu pewności siebie w procesie rekrutacyjnym.

SWOT

Serio, z tym SWOT-em bez żartów – przydało mi się nawet w kilku całkiem życiowych decyzjach, nie musi być od razu biznesowo. O co chodzi? O analizę aktualnego stanu rzeczy w oparciu o mocne (Strengths) i słabe (Weaknesses) strony oraz szanse (Opportunities) i zagrożenia (Threats). To dość stare i podstawowe narzędzie analizy ekonomicznej, używane na przykład w biznes planach. A ponieważ Twoje plany zmiany pracy są jak najbardziej Twoim biznesem, zastosuj ją do siebie. Podziel kartkę na krzyż i wypisz mocne i słabe strony – to ta łatwiejsza część. Bardzo dobrze, jeżeli mocnych stron jest więcej – o to chodzi.

Teraz szanse – to sprzyjające Ci warunki, ale nie takie, na które masz bezpośredni wpływ. Na przykład szansą teraz jest wzrost wszelkich usług dostarczanych bezpośrednio do domu. Podobnie z zagrożeniami – to hamulce, które dzieją się same: niestabilność branży turystycznej, postępująca automatyzacja sektora bankowego.

Dobrze zrobiony SWOT pokaże Ci wyraźnie na czym stoisz oraz przygotuje Cię na wiele potencjalnych pytań z rozmowy kwalifikacyjnej (patrz wspomniany .df 🙂 )

Analiza SWOT doradztwo zawodowe peronal branding Natalia Florek
Oto romantycznie przedstawiona analiza SWOT 😉

WOOP

Czasem lubię zakończyć zdaniem okrzykiem woot, woot! jak coś mnie bardzo ucieszy, ale tym razem chodzi o coś innego. Tak jak SWOT był ustaleniem szczegółowo Twojej sytuacji, WOOP będzie strategią dalszego działania.

WOOP jest metodologią ustalania sobie celów, ale pozbawiona jest magii i motywacji większości innych podobnych sposobów, mimo że całkiem romantycznie zakłada, że marzenia = cele. Jest natomiast naukowo potwierdzone (no, ba, nie będzie tu innych opcji!), że działanie w ten sposób podnosi skuteczność w realizacji celu, i to DWUKROTNIE.

W jest od wish, czyli tego co chcesz i o czym marzysz. Wypisz to pod swoim SWOT-em w kolumnie. Obok zastanów się nad O – outcome. Co się stanie gdy uda Ci się ten cel osiągnąć? Jaki jest najlepszy, możliwy scenariusz? Wypisuj! Ta część działa motywująco – powtarzasz sobie właściwie dlaczego to jest dla Ciebie ważne i dlaczego chcesz to zrobić. Dalej już nie będzie tak miło. Drugie O to obstacles czyli wszystkie przeszkody, które staną Ci na drodze w realizacji. (To jest ten moment, w którym każde z Was pewnie zanotuje „brak czasu”…). Uzmysłowienie sobie ich pozwala się na nie mentalnie przygotować. Co jeszcze nam to zapewni? P czyli plan. Najlepiej sformułowany w taki sposób: Jeżeli (tu wstaw jakąś przeszkodę) to (tu wstaw swój plan na jej pokonanie).

woot okrzyk kobieta siła doradztwo zawodowe personal branding natalia florek
Kobieta robiąca „woot!” ale może też zadowolona z osiągniętych celów?

VUCA

Zazwyczaj działa się od ogółu do szczegółu, ja tym razem największy ogół zostawiłam na koniec. VUCA opisuje zastaną sytuację i spokojnie mogę stwierdzić – i nie jestem w tym odosobniona – że od marca 2020 stan VUCA jest naszą normą. Myślę też, że należy przyjąć, że normą pozostanie już na zawsze: określenie „świat VUCA” zyskuje na popularności z dnia na dzień.

VUCA wzięło się z armii amerykańskiej i opisu sytuacji, w której wojsko (przynajmniej amerykańskie, które chyba tak lubi) znajduje się najczęściej: Volatility (zmienność), Uncertainty (niepewność), Complexity (złożoność) i Ambiguity (niejednoznaczność). W jednym zdaniu, na wojnie najwyraźniej nigdy do końca nie wiadomo o co chodzi, a my powinniśmy zawsze pamiętać, że jesteśmy na wojnie.

To niezbyt optymistyczne założenie, ale ta świadomość pozwala nam działać ostrożniej, z planem, na niepełnej ilości danych, ale i bez zaskoczeń. Zachęca do zgłębiania kompetencji przyszłości (znam dobry blog 😉 ) i zadbania o rozwój poprzez wzięcie sprawy w swoje ręce.

vuca doradztwo zawodowe personal branding natalia florek
A tu klimatyczne, ale trochę niepokojące VUCA 😉

*Wyrecytuję przez sen także pierwsze i trzecie prawo Newtona – i to po angielsku – bo tego wymagała od nas pani od fizyki w pierwszej klasie liceum. Naprawdę, wielokrotnie powtarzała „kiedy przyjdę i obudzę cię w nocy”. Nie polecam tego allegrowicza, choć wspominam z sentymentem 😉

Kilka super łatwych sposobów na osiągnięcie szczęścia

Zawsze jak piszę post z tego cyklu* mam wątpliwości czy nie jest to zbyt odległe od mojego „core business”, lub jak kto woli, ja na pewno nie, korbiznesu. A potem, bardzo szybko wszystkie statystyki i badania naukowe przywołują mnie do porządku i wiem, że dbanie o swój dobrostan psychiczny jest podstawą bycia nie tylko dobrym pracownikiem, ale też sprawnego funkcjonowania w ogóle. Więc warto pisać.

*Cykl jest inspirowany wspaniałym, naukowym szkoleniem o szczęściu – The Sceince of Well-being uniwersytetu Yale i tym, że równowaga pomiędzy życiem osobistym i pracą oraz ogólne zadowolenie z życia jest kluczowe w byciu efektywnym pracownikiem. Przeczytaj część 1, 2, 3 i bonus tu.

Było już o tym co nie daje szczęścia i dlaczego nasz mózg mimo wszystko myśli, że tak jest. Dziś zmierzmy się więc z tym co robić, by nasz umysł jednak tak nie myślał.

Oto 3 łatwe strategie do opanowania własnego szczęścia. Potwierdzone przez – you guessed it – amerykańskich naukowców ;P

Co tak NAPRAWDĘ jest super?

Wiemy już, że nie są to pieniądze ani dobra materialne, kto zgłębił szkolenie wie też, że nie jest to „super wygląd”, „dobra praca” ani „szczęśliwy związek” – celowo w cudzysłowie, bo czy w ogóle da się to jakoś zdefiniować i określić? Więc co?

Oto strategia nr 1 – inwestuj w doświadczanie.

Koncert, wyjazd, wyjście do muzeum czy inne „spędzanie czasu” wygrywa z nową sukienką czy samochodem z wielu powodów. Po pierwsze, ma określony czas trwania i nie da się go dokładnie powtórzyć, więc się nie znudzi. Z tego samego powodu dają nam też możliwość wspominania i swoistego przeżycia jeszcze raz. Dają też punkty do relacji – inni ludzie chcą słuchać o tym „jak gdzieś było / czy jedzenie jest tak dobre, jak mówią / o przygodzie kiedy okazało się, że samolot odleciał bez Ciebie” . Ogólnie lepiej odbierają też osoby, które opowiadają o tego typu rzeczach niż o dobrach materialnych.

Wiemy też, że porównywanie jest szkodliwe dla naszego szczęścia, a doświadczenia porównuje się trudniej. Weźmy taki koncert Arctic Monkeys z Open’era z 2013 roku – niektórzy mówią, że był najlepszy z całego festiwalu. Możliwe, ale wtedy ja i mój serdeczny przyjaciel Adaś rozpracowaliśmy o jeden gin za dużo i wykorzystaliśmy wszystkie możliwości dawane nam przez silent disco (których nie ma znowu tak wiele), nie widząc ani sekundy koncertu. I też było super, jedno z moich ulubionych Openerowych wspomnień prawie 10 lat (i prawie tyle samo festiwali) później.

Czas na dowody naukowe, a nie jakieś opowieści o koncertach milion lat temu 😉 . Van Boven i Gilovich zapytali ludzi o coś na co wydali w ostatnim czasie więcej niż 100$ i określenie w skali od 1 do 10 ile dało im to radości (tym ludziom, nie naukowcom). Doświadczenia wypadają lepiej we wszystkich trzech kategoriach: zadowolenia (7,5 vs 6,6), zadowolenia po dłuższym czasie (6,4 vs 5,4) oraz poczucia dobrze wydanych pieniędzy (7,3 do 6,4). W innym badaniu udowodniono, że samo planowanie doświadczenia daje więcej satysfakcji niż planowanie zakupu czegoś materialnego!

Natalia Florek Personal Branding Doradztwo Zawodowe Szczęście well-being work-life balance mindfulness operner
Przeżyjmy to jeszcze raz – klasyczny, openerowy widok 😉

Zalety wybicia z rytmu

Jednym z głównych wrogów szczęścia była rutyna i przyzwyczajenie, więc logicznie wjeżdża tu

strategia nr 2 – doceń to co masz

Ale frazes, aż przewróciłam oczami. Ale tak jest! Szczególnie poleca się modne teraz mindfullness, poczucie głębokiego doświadczania danej rzeczy, smakowanie się w nim. Chodzi o to, by w momencie kiedy dzieje Ci się coś fajnego, zatrzymać się na chwilę i faktycznie to poczuć. Dzięki temu do mózgu bardziej dociera, że jest Ci dobrze i zapamiętuje to doświadczenie na dłużej i w większych szczegółach. Nazwano to, bardzo copywritersko, „Power intervention” – myśl o przyjemnym doświadczeniu przez 8 minut przez 3 dni, a będziesz bardziej poytywna/y nawet 4 tygodnie później!

Wiecie co jeszcze pozwala docenić to, co się ma i pasuje w kliszę tego akapitu? Wyobrażenie sobie, że mogłoby tak NIE być. Opisywanie sytuacji, w której Twoje losy toczą się gorzej od razu poprawiają humor! I – może ktoś już to przewidział, ale tak, nadchodzi – carpe diem. Co jeśli >>ta rzecz<< przytrafia mi się ostatni raz? To hasło: „pomyśl, że jesteś tu ostatni raz”, przyświecało nam zawsze gdy byłyśmy we wspólnej delegacji z Celiną, (którą serdecznie pozdrawiam!). Myślę, że dzięki temu obie zjadłyśmy i zobaczyłyśmy rzeczy, które inaczej by do nas nie trafiły. A, i był też ten raz, kiedy zupełnie randomowo piłyśmy szampana z szejkami naftowymi, ale to historia na innego bloga 😛

Trzecim sposób na docenienie tego co mamy jest wdzięczność. Jeżeli codziennie spiszesz 5 rzeczy, za które jesteś wdzięczna/y Twoja ogólna ocena samopoczucia wzrośnie. Szybko, zrób to ćwiczenie od razu! 3… 2… 1… A teraz, dla dodatkowego efektu, znajdź kogoś, z kim się nim podzielisz!

Natalia FLorek personal branding doradztwo zawodowe delegacja praca kariera szczęscie work-life balance szanghaj metro
Nie da się ukryć, że delegacje często wyglądały też tak, więc tym bardziej szacunek dla yolo z Celiną.

Reset świata

Kolejny raz wrócę do porównywania, bo tego dotyczy ostatni akapit tego przydługiego wpisu. Wiecie, że mózg porównuje losowo – po prostu wybiera dowolny punkt odniesienia, a jak się trochę zastanowi, to porównuje nas w górę, czyli zawsze niekorzystnie.

Na pomoc wkracza strategia nr 3 – wyzeruj punkty odniesienia

Czyli sam/a wybierz do czego się będziesz porównywać. Miej świadomość, że możesz porównywać się w dół albo wcale. Unikaj mediów społecznościowych. Używaj techniki stop – kiedy się złapiesz na porównywaniu po prostu powiedz sobie – uwaga, będzie skomplikowane – STOP. Twój mózg dostanie wtedy zimny prysznic, że znowu nie robi Ci przysługi i przestanie. To tak na szybko.

Okazuje się także, że jedzenie czekolady po kosteczce daje nam więcej radości niż cała tabliczka. Odcinek serialu robi lepiej niż nocny binge-watch. Rób przerwy w przyjemnościach, by docenić je bardziej. I zmieniaj, kombinuj, odczekuj przed kolejnym powtórzeniem czegoś co lubisz. Nie zamawiaj zawsze tej samej pizzy, mimo że jest Twoją ulubioną. Nie jeździj na każde wakacje w to samo miejsce.

Zobaczysz, że taki zresetowany świat przyniesie Ci samo dobro.

Czas ucieka – ujarzmij go! (to kompetencja przyszłości!)

Ten wpis jest kolejnym odcinkiem serii o kompetencjach przyszłości, czyli takich, które zwiększą szansę na stabilne miejsce pracy w rzeczywistości jutra. Dotychczas można było dowiedzieć się o co chodzi oraz o: komunikacji, kreatywności i inteligencji emocjonalnej.

Ostatnio widziałam mema, o tym, jak poczuć ile trwa minuta. Potrzebne do tego jest robienie planka czy czekanie na mikrofalówkę. W naszym przypadku ta rozmowa odbyła się podczas morsowania – tak, MORSUJĘ ;P – w jakiejś minusowej temperaturze na wietrze i w morzu. Było tak paskudnie, że na gdyńskim bulwarze nie było żadnych ludzi, więc fejm związany z wchodzeniem do wody też raczej umiarkowany. Mimo to, jak co tydzień, weszliśmy, ponarzekaliśmy, zgrabiały nam ręce i rozeszliśmy się do domów. Każde z nas, z sobie znanych powodów, znajduje na to czas w każdy sobotni poranek. I o tym będzie ten tekst – o zarządzaniu swoim czasem oraz o priorytetach (poprzetykany śródtytułami z pewnej piosenki, która może posłużyć za soundtrack do tego postu) .

Natalia Florek Personal Branding kompetencje przyszłości jak zarządzac czasem planner hakerki sukcesu
Planowanie zawodowe – korzystam teraz z super fachowej pomocy Marty Krasnodębskiej w ramach Hackerek Sukcesu by ułożyć swój biznes. Daje fajne plannery 🙂

Czas nie czeka na nas

Zarządzanie czasem to umiejętność pracowania mniej, jednocześnie uzyskując dobre, a nawet lepsze wyniki. To umiejętność delegowania zadań, w taki sposób, by maksymalizować efekt. To uniknięcie stresu i spędzanie życia na tym, co się umie i lubi. Kto zasnął lub przestał czytać przy „delegowanie zadań” i „maksymalizowanie efektów” – przepraszam za korporacyjne mambo-dżambo, zapewniam, że do tematu należy podejść globalnie, życiowo, a przy okazji stosowanie w pracy nie zaszkodzi.

Dlaczego zarządzanie czasem jest kompetencją przyszłości? Jak zawsze, odpowiedź jest ta sama, lub wynikająca z podobnych powodów – czasu nie da się „zautomatyzować” czy powielić. Tym samym ci, którzy w 24 godziny robią więcej, są potencjalnie lepszymi pracownikami rynku pracy przyszłości, który będzie wymagał szybkich reakcji i elastyczności – czyli cech, które mają dobrze zorganizowane osoby.

Wszystko ma swoje priorytety

Pracować mniej i mądrzej, brzmi super, ale jak to zrobić? I – co ważniejsze – jak podzielić swój czas sprawiedliwie na rzeczy, które musisz zrobić i na te, które chcesz? Poniżej kilka metod sprawdzanych w środowisku zawodowym przez naukowców. Ja, nieskromnie mówiąc, jestem najlepiej zorganizowaną osobą jaką znam i jaką Ty pewnie znasz, więc dodałam swoje trzy grosze 😉

>>>TU POBIERZ JESZCZE WIĘCEJ FAJNYCH METOD DO ZARZĄDZANIA CZASEM<<<

Stawianie celów

Trudno jest zarządzać swoim czasem, jeżeli nie wiemy do czego zmierzamy. Osobiście liczę na to, że po szczepieniu chip Billa Gatesa mi to trochę rozjaśni, ale na razie pozostaje samodzielne stawianie sobie celów 😉 Każdy już chyba wie, że cele muszą być SMART czyli szczegółowe (kupię sobie różowe buty zamiast „coś kupię”), mierzalne (będę biegać 3 razy w tygodniu zamiast „zacznę biegać”), ambitne (czyli wymagające trochę pracy), realne (ale jednak bez przesady) i terminowe (w marcu zamiast kiedyś lub ciszy przerwanej ćwierkaniem świerszczy).

Metoda macierzy priorytetów wg Eisenhowera:

Brzmi okropnie, wiem, ale to to samo co już dobrze znasz 🙂 Coś co musisz zrobić może być ważne (lub nie) i pilne (lub nie). Zachodzą więc cztery kombinacje tych cech. Jeżeli coś jest ważne i pilne, to znaczy, że masz pożar do ugaszenia i bez tego nie będziesz np. mieć gdzie mieszkać, wszyscy zginą albo jakiś inne, drastyczne konsekwencje. Odpowiedź na pytanie czy wykonywać brzmi – tak i to szybko. A jak możesz wezwać (kompetentne do tego zadania) posiłki, to wszystkie ręce na pokład!

Jeżeli zadanie jest ważne, ale nie jest pilne to znaczy, że są to tematy strategiczne, dążące do realizacji Twoich podstawowych celów. Jak już wiemy, stawianie celów to też umiejętność sama w sobie, więc jak już masz je dobrze postawione, to zadania z tej kategorii powinny być Twoimi głównymi, wykonywanymi raczej samodzielnie. Żeby nie było nieporozumień, to nie są tylko zadania związane z wykonaniem pracy. U mnie jak najbardziej mieści się tu Netflix z mężem jak i rzeczone morsowanie – traktuję to jako spotkanie towarzyskie, (których mi teraz ogromnie brakuje), trochę sport (który też trudno się obecnie uprawia) oraz dbanie o odporność i siłę woli.

Mało ważne i pilne? To zazwyczaj różne operacyjne zadania, które trzeba zrobić, ale konsekwencje nie będą dramatyczne, jeżeli się to nie wydarzy (najwyżej ktoś Cię upomni). Można oddelegować lub zautomatyzować. To wszelkie poboczne zajęcia, które muszą zostać wykonane, ale nie są kluczowe do Twojego spełnienia. Np. płacenie rachunków.

I teraz ulubiona kategoria wszystkich prokrastynatów – mało ważne i mało pilne, czyli „pożeracze czasu”. U mnie to scrollowanie Instagrama, niezależnie od tego, jak bardzo przekonuję samą siebie, że robię to „zawodowo” lub, że po prostu to lubię (nie lubię, ale nie mogę PRZESTAĆ 😛 ). Czy należy te zadania wykonywać? Oczywiście, że nie. Wiadomka, że nie jest jednak łatwo. Mój pro tip jest taki, żeby w swoim planie dnia zarezerwować trochę czasu właśnie na to. Tak, mój poziom planowania jest taki, że uwzględniam w nim np. 30min na marnowanie czasu. Wtedy mniej boli 😉

planner zarządzanie czasem natalia florek personal branding
Oldskulowy planner miesięczny. Nie ma w notesie, się nie wydarzy!

Planowanie wg zasady Parkinsona

Planowanie to tor działań doprowadzający nas do osiągnięcia celu oraz do odpowiedniego rozłożenia czasu na zadania ważne. Przydatne są wszelkie plannery, kalendarze, notesy. Ale jak zacząć? Warto umieć przewidzieć ile dana czynność zajmie nam czasu plus zawsze zakładać jakiś bufor. Gdzieś spotkałam się z zasadą, że 60% naszego dnia powinny zajmować czynności zaplanowane, 20% nieoczekiwane i 20% bufor. Fajna jest też zasada Parkinsona, który zauważył, że czynność będzie zajmowała tyle czasu ile jest nam dane. Jeżeli deadline jest za dwa tygodnie to zadanie będzie wykonywane dwa tygodnie (lub da sie je wykonać w jeden dzień, ale oczywiście ostatniego dnia). Od razu, z nostalgią, przypominają się studia 🙂

Na koniec taka anegdota. Jestem matka dwójki dzieci i tak siedzimy kiedyś, obrabiamy te dzieci, karmimy, wszystkie te dziwne rzeczy, które się robi z niemowlakami i kilkulatkami i zaczęłam się zastanawiać co ja robiłam z czasem, kiedy miałam tylko jedno dziecko. A potem, z jeszcze szerszymi oczami, zapytałam siebie co robiłam, gdy dzieci nie miałam wcale?! Wniosek jest taki, że czas zawsze się zapełni po brzegi, od nas zależy jakie te zadania będą mieć wartość.

Sztuka bycia beznadziejnym

Trochę dramatyzuję z tym tytułem, taki cklickbait 😉 Ale będzie o ponoszeniu porażek, ze szczególnym uwzględnieniem porażek na rynku pracy, a wiadomo, że to boli. *Dramatyczna pauza* – a może jednak nie? Czytaj dalej by się przekonać. (W kategorii mniejszych porażek zaliczmy fakt, że mój komputer odmawia zrobienia literki „ci – c z kreseczką”, więc jeżeli nie wyłapię, to będzie więcej obciachowych literówek niż zwykle).

ponoszenie porażek fail fast natalia florek personal branding doradztwo zawodowe kompetencje przyszłości
O ponoszeniu porażek napisano już książki, niech to zdjęcie będzie zapowiedzią dalszego tonu tego wpis :D.
Fot. Estee Janssens Unsplash

Szanse, że się nie uda są większe niż te, że się powiedzie

Statystycznie 90% start-upów się nie udaje. Ludzie ładują swoje zasoby: czas, energię, pieniądze w jakiś pomysł, który potem rynek weryfikuje i zazwyczaj nie jest to korzystne dla founderów. Co robią wtedy ci ludzie? W skrócie – strzepują kurz, rozglądają się by zobaczyć co się wydarzyło na świecie przez ostatnie kilka miesięcy (lat) kiedy byli skupieni na swoim pomyśle i nie odwracając się za siebie, idą dalej. Chwilę później angażują się w kolejny pomysł, mądrzejsi o doświadczenie. Podobnie działa coraz bardziej rozpowszechniona poza światem IT metoda zwinnego zarządzania – wprowadzam swoje rozwiązanie – działa / nie działa – ulepszam lub porzucam. Nie ma sentymentów, porażki są wpisane w ten sposób działania i tylko ponosząc je jesteśmy w stanie szybciej dojść do efektów. W ciągle zmieniającym się otoczeniu szybkość weryfikacji i wykonania jest istotniejsza niż perfekcyjny rezultat.

A teraz przejdźmy do „zwykłego świata” i tego jak my, zazwyczaj, jesteśmy nastawieni do porażki. Generalizując, osoby urodzone mniej-więcej do 1990 roku porażek nie ponoszą lub przynajmniej we własnych umysłach nie dopuszczają takiej opcji. Ciągłe dążenie do perfekcji, na ściśle wyznaczonych torach to standard. Podobnie szefowie z pokoleń boomersów, X czy Y nie bardzo są w stanie przyjąć cokolwiek poniżej 100% normy. I w momencie, w którym się posypie, jest dramat. Nikt nas nie nauczył, że to, hm, normalne. Wyobraź sobie teraz kilka najgorszych rzeczy, które mogłyby Ci się przytrafić w karierze zawodowej i załóż, że się wydarzą jedna po drugiej. Co robisz?

ponoszenie porażek fail fast natalia florek personal branding doradztwo zawodowe kompetencje przyszłości
Hasło motywacyjne na każdą drogę usłaną porażkami. Fot. Hello I’m Nik.

4 zasady ponoszenia porażki

Tak się składa, że nasi spece od agile’a i start-upów już to wiedzą i dzielą się z nami, wystarczy posłuchać. Przygotuj się na porażkę i zapewnij sobie, by była:

Szybka – nie ma żadnego powodu, by przedłużać coś co, nie działa. Ciągnąc projekt bo już zaangażowaliśmy w niego swój czas, to doprowadzimy do końca, mimo że jest kompletnie bez sensu. Wytrzymać w tej pracy, której szczerze nienawidzę, dłużej niż rok bo jak to będzie wyglądało w CV. Wierzyc, że coś się samo zmieni, pandemia się skończy, dzieci urosną, od nowego miesiąca, wtedy, kiedy schudnę… Mówi się, że nigdy nie jest dobry moment, ale to nieprawda – dobry moment jest od razu wtedy, kiedy zauważysz, że dana rzecz do niczego nie prowadzi.

Tania / bezpieczna – domyślam się, że wcześniejsze akapity mogły wywoływać trochę buntu, właśnie ze względu na aspekt finansowy. Już to widzę, jak mój szef pozwala porzucić projekt za grube bańki. Ale tak właśnie się dzieje – lepiej stracić trochę pieniędzy teraz, niż później utopić dużo więcej. Zawsze przed zaangażowaniem większych środków warto zastanowić się, czy to co robię jest faktycznie tego warte. Zdecydowanie za rzadko przyznajemy sami przed sobą, że coś nie działa tak jak powinno (albo jest po prostu bez sensu). Odpowiedzialne ponoszenie porażki zakłada eksperymentowanie, ale przy bezpiecznym podejściu do finansów.

Akceptowana – znacie na pewno 5 faz żałoby, które można tak na serio przypisać do większości dołujących wydarzeń w życiu. Zaczyna się od wyparcia, potem jest gniew i bunt, negocjacje, depresja i na koniec akceptacja. Nie odmawiam przeżywania wszystkich tych uczuć, ale mocno zachęcam do przebrnięcia do fazy 5 (gdyż wiele osób utyka gdzieś po drodze) i to jak najszybciej. Szczególne wyraźnie widać to przy stracie pracy. Na swojej drodze spotykam teraz wiele tzw. koronnych, osób, które straciły pracę w trakcie pierwszej fali i od ręki mogę wymienić całkiem sporą grupę, która nadal nie dowierza, że tamten statek już odpłynął, nie ma powrotu.

Motywująca – jeżeli już jesteście w fazie akceptacji to tak zapewne będzie, ale wydzielam osobny podpunkt, bo to ważne. To nie jest koniec świata, to nowe możliwości i nowy początek – jeżeli tak do tego podejdziesz, przyjmiesz start-upowe myślenie, to będziesz o tyle z przodu przed ludźmi bez tego mindsetu, utkniętych w fazie negocjacji albo – co gorsza – dalej twardo cisnących projekt skazany na porażkę. To super mocny fundament nie tylko dla Twojej dalszej kariery, ale także mocna i potrzebna kompetencja przyszłości.

ponoszenie porażek fail fast natalia florek personal branding doradztwo zawodowe kompetencje przyszłości mbank fail ęśąż

Uczyć się od mistrzów porażek

Jakieś pół roku temu mBank przysłał do wszystkich swoich użytkowników testowe powiadomienia push, między innymi to najbardziej urocze o treści „ęśącż”. Mnie rozbawiło, internety ogólnie też, ale sporo było głosów, że to porażka na całej linii, że bankowi nie wypada i czy tak samo nonszalancko traktują nasze przelewy. Kto nie kliknął nigdy omyłkowo „odpowiedz wszystkim” niech pierwszy rzuci kamieniem 😛 mBank podszedł do tego mistrzowsko-marketingowo, z dużym dystansem i jest idealnym przykładem oswajania porażki nr 1: humor.

W zeszłym tygodniu pisałam o tym, że nas mózg lubi się porównywać i że to niedobrze, ale odpuśćmy mu na chwilę i poczytajmy o najsłynniejszych porażkach, o milionach dolarów, które wielcy biznesu przepuścili na głupie pomysły, o eks-prezydencie jakiegoś mocarstwa, który nie wie kiedy ze sceny zejść i tego typu tematach. Wujek Google ma tego na pęczki. Nadanie perspektywy swojej sytuacji to sposób na oswajanie porażki nr 2.

Pośmialiśmy się już z innych? 😉 To teraz spójrz na siebie – zaakceptuj porażkę, nie oceniaj się zbyt surowo, zastanów się nad tym co zrobić by to jednak była okazja do nauki i pomyśl o tym, jak wcześniej znosiłaś/łeś porażki? A jak sukcesy? Widzisz – masz już odznakę radzenia sobie z tym, życie toczy się dalej. Przyjęcie, że już wiesz co robić, i że to normalna część Twojego życia, to strategia oswajania porażki nr 3. Idealna na zakończenie tego wpisu.

Dlaczego nie możesz ufać swojemu mózgowi

Tekst jest kolejnym odcinkiem serii inspirowanej kursem „Science of well-being”, który w sposób naukowy podchodzi do tematu work-life balance. Pozostałe: 1 i 2

Zakładam, że pasujesz do jednego z dwóch scenariuszy: jesteś aktualnie bez pracy lub w pracy, której nie lubisz i wiesz, że czeka Cię rychły koniec albo masz pracę, ale coraz częściej zastanawiasz się nad tym co dalej, jak możesz wpłynąć na swoją drogę i przyszłość. Hej – świetnie, nie trafiają tu raczej inne osoby, no może oprócz moich znajomych i rodziny, którzy twardo wspierają moje pisarskie zapędy 💛

W pierwszej grupie czytasz i czytasz ogłoszenia, frustrujesz się, poświęcasz na to mnóstwo czasu, zaczynasz myśleć o tym, że nie masz szans, że wszyscy są od Ciebie lepsi, że te zadania nie są dla Ciebie… (Brzmi znajomo? Może szkolenie ze skutecznego czytania ogłoszeń?). W drugiej odczuwasz zagubienie, nie wiesz za bardzo czym się zająć i w którą stronę iść. Czy w ogóle? Dlaczego się tak dzieje?

Pamiętacie jak pisałam o tym, że pieniądze i dobra materialne szczęścia nie dają? Na koniec obiecałam, że kurs Science of Well-being odpowie nam na pytanie dlaczego myślimy, że dają. I dlaczego czujemy się tak słabo w potrzasku szukania pracy i zmian w przyszłości. To taki spoiler alert, jak nasz umysł płata nam figle. Co udowodnili w tym temacie naukowcy – czytaj dalej by się dowiedzieć!

science of well bieng myślenie działanie mózgu natalia florek personal branding dynia notes babeczki
Przyjemny obrazek o przerażająco prawdziwym przesłaniu. Fot. Gemma

Równaj w górę

Jednym z ustaleń, jest to, że umysł człowieka nie działa na absolutach i zawsze szuka jakiś punktów zaczepienia i porównania się. I oczywiście, nie mogło być inaczej, że wybiera sobie te punkty w najlepszym przypadku losowo, a zazwyczaj w sposób niekorzystny dla porównującego. Moje ulubione doświadczenie, które idealnie to obrazuje, polegało na pokazywaniu zdjęć pewnych osób grupie badawczej, która określała poziom zadowolenia portretowanych jedynie na podstawie ich min. Osobami na zdjęciach byli medaliści olimpijscy, a wynik wyraźnie wskazał na to, że srebrni medaliści są zazwyczaj na lekkim fochu, natomiast brązowi są prawie tak samo zadowoleni jak ci ze złotem. Cooo? Wychodzi na to, że dla większości srebrnych medalistów punktem odniesienia jest niezdobyte złoto (nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała tu o serii memów „McKayla is not impressed”), a dla brązowych prawie niezdobyte podium. Hej, mogłoby ich tu nie być, a są i cieszą się bardziej niż ci, którzy ich pokonali!

Czasem sobie myślę, że ja nigdy nie będę olimpijką. Nawet nie zacznę z argumentami, ale tak na szybko przychodzi mi do głowy jakieś 20. Trochę przykro. Wiecie co to znaczy? Że mój umysł właśnie wybrał sobie jakiś absurdalny punkt odniesienia. I wiecie co jeszcze? Ciągle to robi! Non stop porównuje się do innych, chłonie bodźce z zewnątrz i próbuje mnie (nas) wbić w pogoń za czymś, zupełnie nie zważając na to, co to jest. Udowodniono, że jeżeli oglądasz dużo telewizji, to będziesz zakładać, że inni ludzie są od Ciebie bogatsi, że Ty masz mniej niż faktycznie masz (chociaż, wiecie, liczby mówią wprost coś innego) i będziesz mniej zadowolona/y z życia. Im więcej social mediów, tym gorsza samoocena, ale jeżeli będziesz oglądać tylko smutne lub nieatrakcyjne rzeczy, ta samoocena wcale się nie poprawi, tak jakby mózg specjalnie Cię dołował 🤯! Dużo lepiej będzie się mieć bezrobotny człowiek, mieszkający w niebezpiecznej dzielnicy z dużym ogólnym bezrobociem, niż jedyny bezrobotny wśród pracujących znajomych w obiektywnie lepszej części miasta. „Dostałam jedynkę, ale wszyscy dostali” to nie tylko fraza ze szkolnych realiów każdego z nas, ale naukowy fakt, że dobrze nam, kiedy inni nie mają od nas lepiej, nawet jeżeli sami mamy słabo.

science of well bieng myślenie działanie mózgu natalia florek personal branding neon
A może lepiej nie? Mózg płata nam wiele figli.

Kwestia przyzwyczajenia

No dobrze, porównujemy się zawsze w górę, więc wydajemy się sobie gorsi od innych potencjalnych kandydatów na miejsce pracy oraz mniej zamożni (a wręcz nigdy niewystarczająco zamożni). Teraz trochę więcej mind-f*cks, które generuje nam nasz mózg w kontekście przyzwyczajeń. Gdybym miała w jednym zdaniu odpowiedzieć dlaczego pieniądze szczęścia nie dają, odpowiedź brzmiałaby: bo się przyzwyczajasz. Dlatego też ciągle coś mieszamy, nawet gdy jest dobrze. Przykład w tematyce tego bloga: przypomnijcie sobie moment, w którym dowiedzieliście się, że dostaliście pracę, na której bardzo Wam zależało. Super euforia, plany na przyszłość, dzwonienie po znajomych. Teraz fast forward parę miesięcy/lat i czy czujesz to samo? Dzwonisz rano do znajomych i mówisz: rany, ale super, że pracuję w XYZ! 😛 Inny życiowy przykład: czy każde wypowiedziane „mamo” lub „tato” z ust Twojego dziecka, cieszy tak samo jak za pierwszym razem? (tak, wiem, poniżej pasa :P). Żeby było bardziej naukowo: zmierzono poziom zadowolenia wśród osób, które wygrały w totka po roku od wygranej. Wynosił 4 na 6. W grupie kontrolnej wynosił 3,8.

Do wszystkiego można się przyzwyczaić. Na pocieszenie działa to również w drugą stronę – myślimy, że będziemy rozpaczać po rozstaniu lub stracie pracy, a tak naprawdę całkiem szybko mózg decyduje, że nie będzie się tym już zajmował. Szkoda, że nie możemy nad tym panować, ani że nie zdajemy sobie zazwyczaj sprawy z tych mechanizmów.

Mózg to leniwy gnojek 😉 . Jak może, to chwyci się czegokolwiek, pomyśli na skróty, bylebyśmy się od niego odczepili. Podpowiada coś, co uważa za najlepszą opcję, tak jak automatyczna odpowiedź na dziecięcą zagadkę, „co pije krowa? Mleko.” Przez to wkładamy czas i energię w niezbyt dobre ocenianie samych siebie, w dążenie do nieprzemyślanych zmian. Jak nad tym zapanować? Szczęśliwie, panujemy jednak nad 40% tego, co się dzieje (reszta w 50% przypada predyspozycjom pesymistycznym bądź optymistycznym, a tylko 10% wydarzeniom losowym).

Co robić i do czego dążyć w kolejnych odcinkach tej naukowej przygody!

Czy jesteś robotem? – kompetencje przyszłości odcinek 3 – inteligencja emocjonalna

Ten wpis jest kolejnym odcinkiem serii o kompetencjach przyszłości, czyli takich, które zwiększą szansę na stabilne miejsce pracy w rzeczywistości jutra. Dotychczas można było dowiedzieć się o co chodzi oraz o: komunikacji i kreatywności.

Internet, który nie jest według całej mojej wiedzy człowiekiem, często pytam mnie, czy jestem robotem. Czasem muszę to udowodnić, wybierając zdjęcia znaków drogowych albo stawiając króliczka na nóżkach, a czasem wystarczy, że kliknę opcję „nie”. Zawsze odczuwam wtedy niepokój. Czy tylko to kliknięcie ma decydować o moim człowieczeństwie? Czy mogę w takiej sytuacji podjąć decyzję, że jednak JESTEM robotem? Różnica nie może być przecież aż tak NIEISTOTNA. Oczywiście hiperbolizuję (trudne słowo), jako wstęp do tekstu o kolejnej umiejętności kluczowej, która nie podlega automatyzacji i daje sporo szans na przyszłość na rynku pracy – inteligencji emocjonalnej. Na dzień dzisiejszy nie posiadają jej ani roboty, ani internet 😉

natalia florek portret spokój komptencje przyszłości inteligencja emocjonalna personal branding marka osobista rozwój osobisty
Ja starająca się wyglądać na osobę o wysokiej inteligencji emocjonlanej. Fot. Julia Malinowska

Inteligencja emocjonalna to umiejętność rozpoznawania emocji u siebie i innych, radzenia sobie z nimi (lub „zarządzania nimi” ale „zarządzanie emocjami” jest na mój gust jednak zbyt robotyczne) i wykorzystywania ich w procesie podejmowania decyzji. Cechuje się też nastawieniem na rozpoznanie i zaspokojenie potrzeb ludzi i tu szybcikiem wchodzi monetyzacja tej umiejętności – jeśli wiesz jaką potrzebę trzeba zaspokoić, to pewnie będzie można na tym zarobić. Dodatkowo w bigosie z przedsiębiorczością, kreatywnością i krytycznym myśleniem daje idealny miks na stawienie czoła hiper-elastycznemu rynkowi pracy i niestabilności zatrudnienia. Już teraz określa się to meta-kompetencjami, czyli takimi, które pozwolą łatwo funkcjonować w środowisku rozproszonym geograficznie i gatunkowo (z braku lepszego słowa na współpracę ludzi i – you guessed it – robotów).

Temat inteligencji emocjonalnej nie jest niczym nowym i można ją sobie zmierzyć na prawo i lewo w darmowych testach online*. Na przykład tutaj możesz się całkiem szybko dowiedzieć jak wypadasz co do średniej w 15 różnych aspektach. I może Ci wyjdzie, że z innych ludzi to czytasz jak z elementarza, ale już własne emocje jak przez mgłę. Albo że kompletnie nie czaisz sytuacji społecznych i wychodzi w najlepszej sytuacji niezręcznie, a w standardowej creepolsko lub stalkersko. Co więc robić?

natalia florek portret książki komptencje przyszłości inteligencja emocjonalna personal branding marka osobista rozwój osobisty
Część mojego uniwersalnego arsenału do budowania inteligencji emocjonalnej.

Czytać – jak najwięcej, najlepiej książek. Oprócz tego, że czytanie to absolutnie najlepsza forma rozrywki EVER, to jeszcze dodatkowo działa wyobraźnia, przeżywamy w głowie historie, do których normalnie nie mielibyśmy dostępu. Mamy moment na refleksję co sami byśmy w danej sytuacji zrobili. Poszerza horyzonty, zmienia nastawienie, zachęca do dyskusji. Buduje zasób słów, którym potem możemy odnieść się do innego człowieka i/lub do własnych emocji.

Istnieje szkoła, że nie należy czytać dla przyjemności, że jeżeli już chcemy na to poświęcić czas, to lepiej żeby to było coś branżowego albo, ostatecznie, po angielsku czy w innym obcym języku. WTF. Od tej chwili każda książka jest branżowa, bo rozwija super istotną metakompetencję. Jak nie wiesz co czytać, chętnie Ci coś podrzucę. A jeżeli czujesz się mocna/y (w czytaniu lub w inteligencji emocjonalnej) i nie masz jeszcze nic tej autorki na koncie, to polecam Yanagiharę. A kto czytał, ten wie 😉 .

Słuchać – siebie i innych. Siebie, bo często odbieramy sobie prawo do emocji: nie można się złościć, bo lipa i co ludzie powiedzą, ani cieszyć bo lipa i co ludzie powiedzą 😉 Chłopaki nie płaczą, złość urodzie szkodzi – niezależnie od płci od małego jesteśmy formowani by odcinać się od „negatywnych” emocji, ale przecież samochwała w kącie stała, więc za dobrze ze sobą też nie można się czuć.

natalia florek portret schody barcelona komptencje przyszłości inteligencja emocjonalna personal branding marka osobista rozwój osobisty
Graficzne przedstawienie drogi po różnych emocjach do samorozwoju. Koloryzowane. 😉

Innych, bo jakoś tak z automatu zakładamy, że wiemy o co im chodzi albo wręcz co powinni myśleć i czuć. Jednak – mimo że daleko mi do ekspertki – wydaje się skuteczniejsze i szybsze otrzymanie informacji od zainteresowanej/nego niż własne domyślanie się o co może cho. To banał i klisza, ale słuchanie innych serio ułatwia też kontakty w pracy.

Rozmawiać – w tej kolejności – po słuchaniu i czytaniu. Trochę się otrzaskasz w temacie, posłuchasz innych, bo bez tego nigdy nie nastawisz sobie odpowiednich częstotliwości i jazda. Na początku jest trochę dziwnie, pierwszy raz od 24 lat używasz takich słów jak „wzruszona” czy „zawstydzony”, ale trening czyni mistrza i niedługo niestraszna Ci żadna trudna rozmowa.

Jeżeli nadal to dla Ciebie zbyt wysoki poziom abstrakcji warto rozważyć pomoc z zewnątrz – grupę wsparcia, psychologa, terapeutę albo bardzo cierpliwą bandę przyjaciół. Oprócz tego, że kontakt z własnymi emocjami jest zdrowy, zyskujesz też narzędzia do skutecznej komunikacji, do rozwiązywania problemów i… do nie bycia robotem!

*Lubisz testy? Był o nich cały post!

Jesteś super, sprawdź to.

Był taki czas w moim życiu, podczas którego byłam menadżerką w korporacji i miałam w swoim władaniu około dwudziestoosobowy zespół. Nie było to nawet tak dawno, licząc w tradycyjnych jednostkach czasu, ale mentalnie to było jakieś dwa życia temu 😉 Niemniej, dobre samopoczucie zespołu, a także ich samodzielność i wydobycie z każdej z nich (bo to były same super-kobiety) najmocniejszych stron od początku dawało mi poczucie misji. Fast forward do dziś i okazało się, że tego typu zachowania to jest w ogóle moja ŻYCIOWA misja. I nie twierdzą tak (tylko) ja, a różne pomiary i testy profilujące, które sobie w między czasie zrobiłam.

natalia florek testy osobowości zawody przyszłości gaming komptencje przyszłości personal branding marka osobista rozwój osobisty gallup fris mbti
Oto ja, idąca moją życiową drogą 😉 😛 A tak poważnie, to zawsze chętnie chwalę się tą sesją z niesamowitą Julią Malinkowską.

Nie wiesz co robić? Może któryś z poniższych Ci to podpowie albo przynajmniej poda Ci Twoje mocne strony, na których od teraz będziesz budować swoją karierę? Zawsze warto dowiedzieć się o sobie więcej, by wesprzeć rozwój i samoświadomość. Zapraszam na krótki opis moich ulubionych testów profilujących!

(Jeżeli nadal nie mija poczucie zagubienia lub nie chcesz z tym iść sam/a – mam w swojej ofercie również usługi profilowania, które opierają się na niektórych z poniższych, a na pewno mają na celu wydobycie tego, co w Tobie najlepsze)

Budowanie na talentach

Królem testów wspierających budowanie na swoich mocnych stronach jest Clifton Strenghts Finder, w Polsce znany bardziej jako test Gallupa. Po odpowiedzi na 177 pytań (mając limit czasu na każde z nich), system wypluwa raport, szeregujący 34 talenty w kolejności występowania u Ciebie. I nie chodzi tutaj o śpiew czy gotowanie, a o naturalne zachowania, które wykorzystujesz w codziennym podejmowaniu decyzji.

natalia florek testy osobowości zawody przyszłości gaming komptencje przyszłości personal branding marka osobista rozwój osobisty gallup fris mbti
Trochę ekshibicjonizmu: oto moje Gallupowe DNA. Każda z kresek odpowiada innemu talentowi. Grafika pochodzi z mojego indywidualnego raportu Clifton Strength Finder.

Dlaczego to jest super?

  • test bardzo dogłębnie analizuje Twoją „top 5”, do tego stopnia, że podsuwa Ci konkretne zachowania, na które się decydujesz w określonych sytuacjach i rady jak je intensyfikować, by wyciągnąć z siebie same najlepsze rzeczy.
  • budowanie na mocnych stronach sprawia, że jesteśmy SIEDEM razy bardziej produktywni, niż kiedy tego nie robimy
  • prawdopodobieństwo, że ktoś uzyska takie same wyniki w pierwszej piątce wynosi 1 do 33 milionów, więc daje ogromne poczucie wyjątkowości i siły takiej kombinacji talentów.
  • każdy talent należy do jednej z czterech grup (executing – wykonanie, influencing – wpływanie, relationship building – budowanie relacji, strategic thinking – myślenie strategiczne) i raport wizualnie przedstawia, która z nich jest u Ciebie najsilniejsza, nawet zanim zgłębisz się w szczegóły.
  • można założyć, że rzeczy z końca listy to to, czego Ci brakuje, ale tak nie jest. To są cechy najmniej istotne, a więc takie, których nie zauważasz. „Przeszkadzaczami” są nadal cechy z top 5, co także zostaje przedstawione w raporcie, w nawet zabawny sposób ukazując, jak łatwo można przegiąć z dobrymi chęciami 😉
  • test zrobiło już ponad 16 milionów osób, a wszędzie są certyfikowani coachowie, którzy pomogą interpretować jego wyniki, więc jeżeli myślisz, że to coś dla Ciebie, może warto kogoś takiego poszukać.

Warto wiedzieć: test jest płatny – około 250pln. Do tego najbardziej dostępny jest po angielsku, a podobno język, w którym się rozwiązuje ma znaczenie w odniesieniu do odpowiedzi, które się wybiera. Dodatkowo, jeżeli ktoś bardzo dużo myśli o swoim rozwoju i ma w miarę rozwiniętą samoświadomość, to wyniki testu nie będą dla niej/niego wielkim odkryciem. Może w takim przypadku warto sięgnąć po coś darmowego? Jako alternatywę proponuję VIA Character Strengths, kolejny test zachęcający do poznania swoich mocnych stron, równie popularny i przebadany jak Gallup. Analiza nie jest tak dogłębna, ale wystarczy 🙂

Gdyby jednak ktoś był typem, dla którego mówienie o mocnych stronach to rzyganie tęczą, mam też coś z drugiej strony, pozbawione lukru, a równie otwierające oczy: dowiedz się w jaki sposób sabotujesz samą/samego siebie z testem „9 ways you self-sabotage”. Też jest po angielsku, ale spokojnie można wrzucić w translator. Nie dowiesz się co robić, by być bardziej skuteczną/ym, ale co robisz już teraz by skuteczną/ym NIE być. A może też Ci tak wyjdzie, że to co Gallup uznał za zaletę jest również idealnym sposobem na autodestrukcję? 😉

Ludzie są różni

Zgodnie z moim nr 1 Gallupa, widzę i doceniam, że ludzie są różni (Individualization), a moi znajomi często się śmieją, że „ludzie są różni” to moje motto życiowe. Mam nawet ulubiony test profilujący – mhm, nadchodzi – to, jak bardzo ludzie są różni! Jest to test MBTI (Myers-Briggs Type Indicator), tzw. 16 osobowości, który możecie zrobić za darmo i po polsku tutaj, na tej równie pięknej graficznie, co inspirującej, stronie.

natalia florek testy osobowości zawody przyszłości gaming komptencje przyszłości personal branding marka osobista rozwój osobisty gallup fris mbti
Ekshibicjonizmu ciąg dalszy: oto moje MBTI: Ekstrawertyczna, intuicyjna, uczuciowa i planująca. grafika pochodzi ze strony 16personalities.com

Dlaczego to jest super?

  • test analizuje nas na wielu płaszczyznach: tego jak wchodzimy w interakcje (ekstra i introwertycy), jak patrzymy na świat (praktycznie czy nowatorsko), czym się kierujemy podejmując decyzje (uczuciami czy faktami) oraz tego jak działamy (plan vs improwizacja)
  • w opisie dostajemy zestaw mocnych i słabych cech, charakterystykę zachowania w sytuacji romantycznej, w przyjaźni, w rodzicielstwie czy w pracy, które są zaskakująco szczegółowe
  • znając typy swoich najbliższych albo uświadamiając sobie na podstawie testu swoje własne potrzeby i/lub niedociągnięcia, komunikacja z innymi staje się super-łatwa
  • na przestrzeni czasu Twój typ może się zmienić i to też jest ciekawe widzieć czarno na białym jak przestawiają się priorytety
  • testu nie używa się oficjalnie w doradztwie zawodowym, jednak jego uniwersalność często się przydawała na przykład na warsztatach dla zespołów, nawet jako ciekawostka 😉

Jest też w 100% polski FRIS czyli test stylów myślenia, który mierzy jakim zachowaniom nadajesz największy priorytet. Możesz się więc dowiedzieć, czy przeważa u Ciebie perspektywa relacji, faktów, idei czy struktur. Analiza rozszerzona jest też o styl działania, które może być połączeniem kilku z nich. To stosunkowo nowe i ciekawe narzędzie, które pozwala świadomie budować na swoich naturalnych skłonnościach oraz lepiej komunikować się i rozumieć innych. Badanie jest płatne i może być przeprowadzane tylko przez certyfikowanych trenerów (koszt to 250pln plus cena konsultacji) co trochę odbiera mu uroku, jednak może być początkiem interesującej drogi. Pewnie ważne jest, by zadać sobie pytanie co jest dla nas akurat najważniejsze: dowiedzenie się, jacy jesteśmy świetni czy co robić by być jeszcze świetniejszym.

Na zupełny koniec dorzucam kolejną alternatywę, odrobinę polityczną: test wartości moralnych. To już daleki krewny, a wręcz bardziej sąsiad z naprzeciwka testów predyspozycji zawodowych, ale myślę, że mówi nam sporo o naszych priorytetach. Na wykresie kołowym pojawia się 10 wartości i nasze „nasilenie” w każdej z nich, wraz z opisem co oznaczają. Nie powie nam jaką karierę obrać, ale łatwo wyciągnąć wnioski, że jeżeli komuś najniżej wypada „nienaruszalność-tradycja” (ciekawe KTO mógł mieć taki wynik? Hmmm… 😉 ), to taka osoba nie będzie się pchała do tradycyjnych zawodów, sztywnych struktur itp.

Polecam poklikanie w międzyświątecznym czasie. Chętnie się dowiem, który podobał się Wam najbardziej!

Naukowy wywód o tym, że serio lepiej być niż mieć

Dalej trochę świątecznie, bo tym razem w ferworze przygotowań i ujemnego bilansu na karcie, będzie o tym, że naukowcy udowodnili, że – brace for it – pieniądze i dobra materialne szczęścia nie dają. Ponieważ jestem trochę skrzywiona na temat danych, bądźcie przygotowani na opisy kilku naprawdę super eksperymentów, popierających te tezy 🤯

Ten wpis jest częścią cyklu zainspirowaną genialnym kursem uniwersytetu Yale „The Science of Well-being”, o którym pisałam trochę tu (polecam przeczytać i zmierzyć sobie poziom szczęścia, jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście). A sam cykl wziął się z tego, że work-life balance jest bardzo ważne i poszukiwania sposobów by o nie zadbać.

natalia florek tpieniądzezawody przyszłości gaming komptencje przyszłości personal branding marka osobista rozwój osobisty science of well being pieniadze szczęścia nie dają
Fot. Paweł Czerwiński

Magia pieniędzy

Ile chciałabyś/chciałbyś zarabiać? Zastanów się nad tym, ile masz teraz i ile potrzebujesz by nie myśleć o wydatkach, odłożyć na fajne wakacje i coś na starość. Ok. Czy kwota, której potrzebujesz, jest wyższa, niż ta, którą masz? Zakładam, że tak. Jeżeli nie – gratuluję, wyłamujesz się z naukowej tendencji, wygrał/a Pan/i toster. Wygląda jednak na to, że ludzki mózg działa w sposób, który powoduje, że zawsze chce się więcej. Czas na:

Naukowy Dowód nr 1

W 2008r. Sonja Lyubomirsky i jej współpracownicy pytali szeroką pulę Amerykanów ile zarabiają i ile chcieliby zarabiać. Efekt? Ci, co mieli 30.000 rocznie chcieli mieć 50.000. 50.000 dolarów to dużo, w pełni jest w stanie zaspokoić potrzeby, prawda? Ile więc chcą dostawać ci, co mają 100.000$ rocznie? Tak, oczywiście, że więcej – 250.000$ (!).

Ludzie kochają pieniądze i chcą mieć ich coraz więcej, najlepiej szybko i bezboleśnie. Polacy wydają 5 MILIARDÓW rocznie na gry losowe typu totolotka. To 27 razy tyle, ile „dajemy” na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Przygnębiające? Trochę tak. Szczególnie, że w temacie kasy nigdy nie będziemy usatysfakcjonowani, a wręcz – tak, nadchodzi 😉 – naukowcy (a dokładniej VanPraat i Frijters) zmierzyli, że za każdego zarobionego dolara więcej, „apetyt” rośnie o 1,40$ 🤯

natalia florek tpieniądzezawody przyszłości gaming komptencje przyszłości personal branding marka osobista rozwój osobisty science of well being pieniadze szczęścia nie dają
Fot. Jan Antonin Kolar

Pieniądze szczęścia nie dają

No dobrze, apetyt rośnie, ale może też rośnie poziom zadowolenia? Może jest racjonalny powód, dla którego chcemy więcej? Spoiler alert, ale myślę, że większość czytelników już to rozgryzła: nie, nie ma. Czas na:

Naukowy Dowód nr 2

Ed Deiner i jego ekipa mierzyli przez dłuższy czas raportowany poziom szczęścia wśród mieszkańców całego świata. Oznacza to, że pytali respondentów o autodiagnozę samopoczucia. Co wyszło? Ludzie są generalnie zadowoleni, niezależnie od tego czy mieszkają w Los Angeles czy w Laosie, jedynie naprawdę poważne sprawy jak wojna czy głód obniżają ten wynik. A czy pieniądze go podnoszą? Świat odpowiedział asertywne NIE*.

Ok. Nie zależy od pieniędzy tak bardzo jak nam się wydaje, ale czy naprawdę wzrost wynagrodzenia nie wpływa na nasze zadowolenie? Wspominam siebie, po awansie czy premii, było wtedy prawdziwe yolo, kto jest ze mną? 🙂 I na to pytanie mamy naukową odpowiedź: w amerykańskich warunkach zadowolenie wzrasta mniej-więcej do osiągnięcia rocznego dochodu na poziomie 75.000$, a potem już nie. MYŚLIMY o sobie wtedy, że jesteśmy fajniejsi, ale faktycznie po 75k już nic nas nie czeka w kwestii samozadowolenia. Licząc bardzo szybko, i niezbyt fachowo, na podstawie porównania polskiej i amerykańskiej średniej krajowej, w Polsce ten poziom to około 78tyś. PLN rocznie. Nie jest to mało, ale nie jest to też jakiś nieosiągalny, mocno bogaczowy poziom.

natalia florek tpieniądzezawody przyszłości gaming komptencje przyszłości personal branding marka osobista rozwój osobisty science of well being pieniadze szczęścia nie dają
Fot. Karol D

Na dobicie jeszcze to: Nickerson i koledzy przepytali kilkanaście tysięcy osób zaczynających studia i podzielili ich na tych nastawionych materialistycznie i nie. Pstryk, mija 20 lat i okazało się, że ci materialistyczni są stanowczo mniej szczęśliwi. Można więc wysnuć wniosek, tak jak poczynili to naukowcy, że sam fakt DĄŻENIA do rzeczy materialnych wpływa źle na nasze zadowolenie.

Dlaczego tak jest? Jak przestać tak myśleć i czego faktycznie pragnąć (oczywiście według naukowców)? Dowiecie się w kolejnych odcinkach! A jeżeli ktoś nie chce czekać lub chce wiedzieć więcej – koniecznie zapiszcie się na kurs Uniwersytetu Yale.

Tymczasem może warto przemyśleć wydatki świąteczne?

*Dla statystyko geeków podobnych mi: korelacja wynosiła 0,10, czyli śmiech na sali, a nie korelacja 😛

Wielka K – kreatywność jako królowa kompetencji przyszłości (Odcinek 2)

Ten wpis jest kolejnym odcinkiem serii o kompetencjach przyszłości, czyli takich, które zwiększą szansę na stabilne miejsce pracy w rzeczywistości jutra. Dotychczas można było dowiedzieć się o: komunikacji.

Jeżeli masz w życiu czas na mistrzowskie opanowanie jednej kluczowej kompetencji, pewnie najlepiej by było dla Ciebie, żeby to była kreatywność. Kreatywność, czyli co? Zróbmy sobie takie ćwiczenie – weź ołówek, kajecik i napisz czym jest kreatywność i kto i kiedy jej używa.

Spoiler alert – możliwe, że właśnie Ty, przed chwilą.

Kreatywność to umiejętność tworzenia czegoś nowego, a wchodząc w większy szczegół, Wikipedia mówi nam, że to proces umysłowy pociągający za sobą powstawanie nowych idei, koncepcji lub nowych skojarzeń, powiązań z istniejącymi już ideami i koncepcjami. Dlaczego ten proces jest tak super (i tak super-ważny)? Oto kreatywna lista przebojów.

natalia florek personal branding marka osobista rozwój osobisty kompetencje przyszłości kreatywność pomysł żarówka
Żarówka – międzynarodowy symbol kreatywności 😉 Fot. Junior Ferreira

Miejsce 7: Ballada w stylu polskiego rocka pt. „Lepsze życie”

„Lepsza jakość życia” to znany (i zgrany!) szlagier. ALE: poświęcanie czasu na kreatywne zadania ma naukowo udowodniony wpływ na obniżenie poziomu stresu, poprawę odporności, a nawet przedłużenie życia. W 2020 już to powinno wystarczyć (#globalnapandemia), jednak jeśli spojrzymy na długoterminowe efekty psychologiczne, takie jak budowanie pewności siebie, podniesienie nastroju oraz zwiększenie umiejętności współpracy, dostajemy na tacy dopalacz do wszystkich tych umiejętności, które będą nam potrzebne na rynku pracy 2050 (a pewnie i 2025).

Miejsce 6: Importowany prosto z Korei hit K-Pop „Ctrl+c Ctrl+v (no more)”

Jak już zapewne wiecie, jeżeli Wasza aktualna praca składa się z powtarzalnych zadań to pewnie nie należy się do niej jakoś bardzo przywiązywać. Jeżeli coś może zostać zautomatyzowane, to zostanie – będzie to w efekcie mniej kosztowne i będzie generować mniej błędów. A wiecie czego NIE MOŻNA zautomatyzować? Tak, brawo, kreatywności 🙂

natalia florek personal branding marka osobista rozwój osobisty kompetencje przyszłości kreatywność pomysł żarówka
A wiele żarówek symbolizuje miliony kreatywnych myśli! Fot. Skye Studios

Miejsce 5: Rapowy klasyk lat ’90 „Everybody’s got game”

Jeżeli wrócimy do zadania z początku tego tekstu, mogę się założyć, że większość z Was odniosła się jakoś do sztuki. To prawda, że tam najłatwiej o kreację, jednak błędem jest założenie, że kreatywność ogranicza się tylko do tego wąskiego sektora. Wręcz przeciwnie, potrzeba tworzenia czegoś nowego jest tak uniwersalna, że właściwie nie istnieje branża, w której ta cecha nie byłaby pożądana, a wręcz konieczna do przetrwania na nadchodzącym rynku. Kto się nie rozwija, ten się cofa czy jak to tam szło.

Miejsce 4: Alt-rockowy przebój smutnej wokalistki „Nie jestem taka jak ona”

Kto był bardziej kreatywyny: Picasso czy VanGogh? A może z innej dziedziny, żeby jednak odejść od sztuki: Steve Jobs czy Mark Zuckerberg? Albo jeszcze inaczej: Picasso czy Zuckerberg?! 🤯 Kreatywności nie da się efektywnie zmierzyć ani porównać (a próbują, ach, jak próbują i nic!). To jeszcze jedna specyfika tej cechy, która sprawia, że tak skutecznie opiera się automatyzacji. Dodatkowo, dzięki temu, że trudno się w jej zakresie porównać, po prostu tego nie robimy i każdy ma luz i może sobie rękodzielić, beatboxować czy grać w RPG do woli.

natalia florek personal branding marka osobista rozwój osobisty kompetencje przyszłości kreatywność pomysł żarówka
A te są po prostu ładne, kolorowe. Fot. Jesper Garratt

Miejsce 3: Ulubiony kawałek raveów w 2016 „Pro-blems”

Jesteśmy na podium, więc będzie coś bardziej przekładalnego na pracę. Osoby kreatywne, ponieważ są nastawione na tworzenie, nie są szczególnie przejęte, kiedy im coś nie wychodzi, a porażki, błędy czy własną niewiedzę traktują jako szansę na rozwój. Nie istnieją problemy, tylko wyzwania. Nie muszę chyba dodawać, że taki mindset to szóstka w totka dla potencjalnego pracodawcy?

Miejsce 2: Coś bardzo starego „Should I stay or should I go”

Nie chcę straszyć, ale ta automatyzacja, o której tyle piszę, będzie szła coraz szybciej i będzie pozwalała na dalsze automatyzowanie zawodów, które jeszcze teraz wydają się bezpieczne. Do tego nasze niezbyt świetne radzenie sobie z tematem klimatu, dość absurdalne wybory polityczne i niczym nieuzasadnione nastawienie „jakoś to będzie” powoduje, że tak, owszem, „jakoś” będzie, ale jak nie wie nikt i nikt nawet nie próbuje tego przewidzieć. Umiejętność radzenia sobie w sytuacjach zmiany i niepewności będzie zupełnie oddzielną kompetencją, o której napiszę. Ale może wiecie już teraz jacy ludzie najlepiej sobie z nią radzą? Tak! Znowu dobrze! Kreatywni.

Miejsce 1: Top wszechczasów „I will always love you”

Ja tu ciągle o przyszłości, ale wiecie co jest najsuperowszego w kreatywności i dlatego właśnie znalazło się na pierwszym miejscu? Że ZAWSZE była kompetencją przyszłości, niezależnie od tego kiedy się nią wykazano. Leonardo DaVinci, pierwszy z brzegu, to był bardzo kreatywny koleś, nadal tak uważamy. Cecha, która pozwala ludzkości iść do przodu nigdy się nie przedawni. Łza wzruszenia.

Więc teraz szybko, googluj „10 sposobów na rozwój kreatywności” i dajesz, rozwijaj, twórz i kreuj 😉

Żywot pracownika poczciwego – czym jest work life balance i dlaczego trzeba o to dbać?

Nie wiem jak to było u Was, ale w moim życiu mieszkańcy Dalekiego Wschodu często pojawiali się jako wzór pracowitości i oddania. Pamiętam, że stawiano ich etykę pracy jako wzór, a po przeczytaniu „Bojowej pieśni tygrysicy” byłam pewna, że właśnie tak wychowam swoje dzieci. Minęło jednak bardzo dużo czasu i kilka istotnych zmian w moim życiu: na serio zaczęłam karierę zawodową i życie „dorosłego człowieka”, doczekałam się własnych dzieci, a w Azji byłam kilkanaście razy i mogłam wyrobić sobie własną opinię na ten temat.

Jaka to opinia? Równowaga to podstawa, a work-life balance, czyli zachowanie równowagi między pracą a życiem osobistym, jest kluczem do spokoju i produktywności. Jest to dla mnie na tyle istotny temat, że zamierzam poświęcić mu na blogu sporo miejsca. I nie jestem w tej opinii odosobniona: niech za argumenty posłużą mi zmiany zachodzące w Azji właśnie teraz.

natalia florek personal branding doradztwo zawodowe marka osobista work life balance rynek pracy bayon kambodża
A oto ja, szukająca równowagi, w Azji, jeszcze przed tym wielkim oświeceniem, bo w 2006r (!)

996 – numer alarmowy?

Azjatyckie tygrysy, kolektywna nazwa na prężnie rozwijające się gospodarki Chin, Indii, Hong Kongu, Singapuru, Japonii czy Korei, ostatnie dziesięsiolecia spędziły na gwałtownym wzroście gospodarczym, wspieranym przez kulturę stawiania pracy zawodowej na pierwszym miejscu. Całkiem niedawno, bo około 2016r, chińscy przedsiębiorcy zaczęli się z dumą określać numerem 996, oznaczającym, że pracują od 9 do 21, 6 dni w tygodniu. Według raportu UBS Hong Kong, Tokio i Taipej zajmują 3 pierwsze miejsca jeżeli chodzi o ilość godzin przepracowanych w tygodniu.

Co dalej?

STOP

Taki system pracy i ogólnonarodowe przepracowanie doprowadziło do szeregu społecznych problemów: zaczynając od zdrowia psychicznego i fizycznego przez wyraźny spadek liczby urodzeń, kończąc na przerażającym zjawisku karoshi – śmierci z przepracowania. Zarówno pracownicy jak i pracodawcy powoli mówią dość i w ciągu ostatnich 2-3 lat podjęto szereg działań naprawczych:

Prezydent Korei Południowej, Jae-in Mun, podczas kampanii obiecał swoim wyborcom „prawo do odpoczynku”, co później zostało zrealizowane szeregiem zmian legislacyjnych: np. zakazem używania KakaoTalk poza godzinami pracy, znacznym obniżeniem napięcia elektrycznego po 19 w piątek czy oficjalnym obniżeniem maksymalnego tygodnia pracy z 68 do 52 godzin.

W Japonii rząd kończy prace nad rocznym limitem pracy (720 godzin), a firmy proponują własne inicjatywy – trochę o 4 dniowym tygodniu pracy w japońskim Microsoft, a także o work-life balance w trakcie pracy zdalnej pisałam tu. Warto wspomnieć też śpiewającego drona, który przypomina pracownikom firmy Taisei, że czas do domu. Brzmi to dużo przyjemniej niż w rzeczywistości, o czym można przekonać się oglądając poniższy filmik 🙂

Work-life balance wersja na Europę

Przykład azjatycki, zarówno ekstremum pracoholizmu jak i podjętych działań, podaję jedynie jako jaskrawy przykład nierównowagi. Wiadomo, że w warunkach europejskich czy polskich wygląda to zupełnie inaczej, a świadomość pracowników i kultura organizacji często same z siebie szukają środka. Dlaczego?

W sytuacji równowagi pracownik jest szczęśliwy i się rozwija, a pracodawca korzysta z jego zmotywowania i produktywności. Gdy nie jest, pracodawca często traci szansę na zrekrutowanie lub zatrzymanie największych talentów. Nie wierzycie? Czas na statystyki (a jak, myśleliście, że nie będzie? :)):

  • według badania Deloitte z 2016r 55% kandydatek/kandydatów odrzuci ofertę, jeżeli nie będzie się zgadzać z wartościami firmy, a także sposobem w jaki firma traktuje ludzi;
  • w tym samym badaniu 33% deklarowało, że zostanie w firmie 5 lat lub dłużej, tylko z powodu elastycznego podejścia do pracowników, ich godzin i miejsca pracy;
  • 47% ankietowanych czuło niepokój lub konieczność tłumaczenia się współpracownikom i przełożonym z chęci wzięcia legalnie przysługujących dni urlopowych, co znacznie wpływało na poziom ich wypoczęcia i zadowolenia z pracy;
  • jednym z głównych celów zawodowych jest obecnie ciągły rozwój – tak odpowiedziało 52% badanych przez PwC, w kontraście do 35%, dla których najważniejsze są pieniądze i stanowiska

Czas kończyć – dron już lata nad głową – i zająć się dla równowagi czymś innym. A Ty jak znajdujesz równowagę w swoim życiu? A może jej nie masz i czas zmienić pracę, na taką, która to umożliwi? KLIK KLIK 🙂